Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button
 

Proces załogi KL Auschwitz-Birkenau w Krakowie w 1947 r. cz.1

Wkrótce ostatni żyjący więźniowie Auschwitz dołączą do tych, którzy zostali zamordowani w obozie. Na ziemi nie pozostanie już ani jeden człowiek, który na własne oczy widział zbrodnie popełniane w tym miejscu.

Historia ta odpłynie w odległą przeszłość i stanie się jednym z wielu straszliwych wydarzeń w historii – jeszcze jedną dawną masakrą, której nikt już nie pamięta. Nie możemy dopuścić, by tak się stało. Musimy ocenić postępowanie zbrodniarzy na tle ich czasów. Tak pisał wybitny angielski dziennikarz telewizyjny Laurence Rees w wydanej w 2004 r. książce : AUSCHWITZ. Naziści i „ostateczne rozwiązanie”.

W tym roku mija 68 lat od dwóch pierwszych procesów załogi obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau odbywających się w Polsce przed Najwyższym Trybunałem Narodowym. W pierwszym z nich toczącym się w Warszawie w marcu 1947 roku oskarżonym był pierwszy komendant obozu (1940-1943) osławiony Rudolf Ferdynand Hőss, w drugim toczącym się w listopadzie i grudniu 1947 r. w Krakowie - 40 członków załogi tego obozu.

Procesy te budziły ogromne zainteresowanie społeczeństwa polskiego i całego świata. Konzentrationslager Auschwitz-Birkenau był bowiem największym w okresie hitlerowskiej okupacji Europy zespołem obozów koncentracyjnych i zagłady, usytuowanym w Oświęcimiu i jego okolicy, w którym zginęło ok. 1,5 mln więźniów, w ogromnej większości Żydzi i Polacy.

Obecnie zainteresowanie środków masowego przekazu w Polsce przesunęło się na inne tematy z naszej najnowszej historii, brakuje polemiki z tymi, którzy twierdzą, że komór gazowych nie było, że rozmiary hitlerowskiego ludobójstwa da się porównać z problemem wypędzonych, albo że karanie sprawców odbywało się w atmosferze powojennego odwetu. Właśnie akta procesu krakowskiego liczące 68 tomów potwierdzają, że w tym przypadku oskarżonym stworzono pełne prawo do obrony. Potwierdza to w końcu ogromna rozpiętość wyroków od kary śmierci po wyroki kilku lat więzienia a nawet wyrok uniewinniający.

W przeciwieństwie do niewielkiego zainteresowania tą tematyką w Polsce, w zachodniej Europie i Stanach Zjednoczonych pojawia się coraz więcej publikacji poświęconych Holokaustowi i odpowiedzialności za hitlerowskie ludobójstwo. Niektórzy autorzy dokonują analizy okoliczności politycznych i społecznych, które sprawiły, że normalni ludzie pochodzący z rozmaitych kręgów społecznych - a nawet katolickich domów jak Rudolf Hőss - głównie pod wpływem ideologii siejącej nienawiść ulegali głoszonym hasłom, zatracali swoje człowieczeństwo i nie umiejąc samodzielnie odróżnić dobra od zła przeistaczali się w zbrodniarzy1. Cytowany na wstępie Rees pisze:

Najważniejszą lekcją, jaką daje nam Auschwitz jest przemożny wpływ sytuacji na ludzkie zachowanie. Człowiek zapytany o ulicę może wskazać właściwą drogę, może być miły i dobry. Ten sam człowiek w innej sytuacji może się okazać najgorszym sadystą. Nikt nie zna siebie. Wszyscy możemy stać się dobrzy albo źli w tych różnych sytuacjach.

Proces Rudolfa Hőssa ujawnił prawdę o obozie oświęcimskim i wykazał co w praktyce oznacza zbrodnia ludobójstwa, zdefiniowana jako celowe wyniszczanie narodów, grup etnicznych, rasowych poprzez zabójstwa (sprawstwo), podżeganie, usiłowanie i zmowę w celu jej popełnienia (współsprawstwo)2.

* * *

Proces krakowski czyli II proces oświęcimski sądzący 40-tu członków załogi tego obozu ujawnił czyny bezpośrednich wykonawców systemu panującego w obozach koncentracyjnych. Uczestniczyli oni aktywnie w eksterminacji wielkich mas ludzi. W zdecydowanej większości mieli bezpośredni kontakt z więźniami, znęcali się nad nimi fizycznie, moralnie i osobiście mordowali. Odpowiadający przed Trybunałem byli normalnymi ludźmi, nie byli chorymi psychicznie.

W opracowaniu tym pojawią się w charakterze ekspertów, fotografów-dokumentalistów, świadków i obserwatorów tego procesu także ludzie związani z Bochnią i naszym Stowarzyszeniem. Należy oddać im część za to, że przyczynili się do pokazania istoty zbrodni i utrwalenia dla przyszłych pokoleń tego co wydarzyło się w Auschwitz i na sali sądowej.

Dlaczego dwa procesy ?

Krakowski proces załogi oświęcimskiej rozpoczął się osiem miesięcy po procesie Rudolfa Hőssa. Oba procesy dotyczyły tej samej materii prawnej - funkcjonowania KL Auschwitz i popełnianych tam zbrodni3. Można zapytać dlaczego nie przygotowano jednego wielkiego procesu z Hőssem i jego podkomendnymi na wspólnej ławie oskarżonych, jak np. w procesie w Lüneburgu w 1945 sądzącym komendanta i załogę obozu w Belsen.

Zdaniem autorów książki Zbrodniarze hitlerowscy przed Najwyższym Trybunałem Narodowym4 chodziło o to, aby proces Hőssa nie był typowym procesem kryminalnym. Akta drugiego procesu wskazują jednak wyraźnie na to, że przeszkoda w połączeniu obu procesów była bardziej prozaiczna. Rudolf Hőss wydany został Polsce przez brytyjskie władze okupacyjne Niemiec w maju 1946 roku. Opinia publiczna domagała się szybkiego osądzenia odpowiedzialnych za zbrodnie popełniane w Auschwitz, tym bardziej, że na terenie okupowanych Niemiec odbyły się już procesy funkcjonariuszy obozów koncentracyjnych : Belsen (17.11.1945 i 20.05.1946), Dachau (13.12.1945), Mauthausen (13.05.1946) Nauengamme (13.05.1946), Ravensbrück (3.02.1947), Flossenburg (22.01.1947). Do Polski ekstradowano w 1946 roku 320 byłych członków załogi obozu Auschwitz-Birkenau, ale z tej liczby tylko 120 przebywało w krakowskim więzieniu Montelupich5. Pozostali, osadzeni zostali w różnych więzieniach na terenie Polski. Hansa Aumeiera jednego z największych zwyrodnialców obozowych, skazanego na śmierć w I procesie załogi Dachau (13.12.1945 r.) dopiero w maju 1947 r. przywiózł do Szczecina z brytyjskiej strefy okupacyjnej Niemiec statek „Isar” w transporcie 46 zbrodniarzy. Zakutego w kajdany przewieziono w samochodzie pancernym ze Szczecina do krakowskiego więzienia Montelupich. Szef gestapo w Auschwitz Maksymilian Grabner aresztowany w sierpniu 1945 r. w Austrii, jeszcze w czerwcu 1947 r. przebywał w Jugosławii ekstradowany tam omyłkowo. Szef krematorium Erich Muhsfeld aresztowany 3 maja 1945 r. odpowiadał za zbrodnie popełnione w obozie koncentracyjnym Flossenburg. Skazany na karę dożywocia, w Polsce znalazł się 30 maja 1947 roku6. Heinrich Josten jedyny z oskarżonych, który od chwili powstania obozu Auschwitz, aż do ostatnich jego dni „pracował” w tym obozie, do Polski ekstradowany został 28 lutego 1947 r., a w więzieniu Montelupich osadzony został dopiero 6 czerwca 1947 r. W czerwcu 1947 r. I prokurator NTN zwrócił się do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego o ustalenie w jakich więzieniach przebywają zbrodniarze znajdujący się na liście tych, którzy powinni odpowiadać w tym procesie i zażądał sprowadzenia wszystkich do więzienia Montelupich. W takich okolicznościach nie można było czekać z procesem Rudolfa Hössa, aż wszyscy oskarżeni znajdą się w jednej sali sądowej.

Drugą przyczyną opóźniania rozpoczęcia II procesu była zła kondycja psychiczna i fizyczna osadzonych członków załogi oświęcimskiej. Większość z nich, po przywiezieniu do Polski, zdawała sobie sprawę, że za popełniane zbrodnie czeka ich szubienica. Depresję tę pogłębiały częste konfrontacje z byłymi więźniami, którzy rozpoznawali swoich prześladowców. Zła kondycja fizyczna wynikała z ograniczenia ruchu i mało kalorycznego jedzenia pozbawionego witamin. W czasie kontroli przeprowadzonej na polecenie prokuratora Szewczyka stwierdzono przypadki wyniszczenia głodowego, wychudzenie, obrzęk nóg znacznego stopnia z powodu awitaminozy. Zdaniem lekarza więziennego dr Eryka Dormickiego, te zaburzenia troficzne stanowiły zagrożenie dla życia więźniów. Wszyscy oskarżeni musieli być doprowadzeni na rozprawę w odpowiedniej kondycji fizycznej i psychicznej. Od tego czasu otrzymywali oni do posiłku porcje świeżej kapusty. Wydłużono także czas obowiązkowych spacerów na podwórzu więziennym. Z tych względów nawet termin rozpoczęcia procesu wyznaczony na sierpień 1947 musiał być przesunięty o 3 miesiące.

O wyborze Krakowa na miejsce procesu zadecydowało kilka okoliczności. Zapewne najważniejszą z nich był fakt osadzenia zbrodniarzy w krakowskim więzieniu Montelupich, który pełnił rolę centralnego więzienia karnego w Małopolsce i łatwa komunikacja kolejowa i samochodowa.

Początek procesu

Każdemu oskarżonemu doręczono odpowiednio wcześniej akt oskarżenia i przydzielono obrońcę z urzędu, który mógł na terenie więzienia widzieć się z oskarżonymi, których miał bronić. Proces rozpoczął się 25 listopada 1947 roku w sali Muzeum Narodowego w Krakowie przy Alei 3 Maja. Posiedzenia Trybunału miały się odbywać dwa razy dziennie od godziny 9- tej rano z dwugodzinna przerwą do 19-tej lub 20-tej. Odpowiedzialnym za terminowe dowiezienie oskarżonych był funkcjonariusz W.U.B.P w Krakowie Julian Pieniążek. Publiczność mogła uczestniczyć w rozprawach na podstawie biletów wstępu, wydawanych przez sekretariat Wydziału Karnego S.O. w Krakowie przy ul. Grodzkiej. Przebieg rozprawy miał być tłumaczony na cztery języki obce : rosyjski, angielski, niemiecki i francuski. Na zewnątrz budynku od strony wejścia głównego umieszczono głośniki, aby ci, którzy nie dostali się do środka mogli także śledzić przebieg procesu. Sala oświetlona była jupiterami. Pracownicy Polskiej Kroniki Filmowej „Czołówka” i fotoreporterzy prasowi czekali na pojawienie się oskarżonych. Amerykańskie kamery filmowe skierowane były na pustą jeszcze ławę oskarżonych7.

Przewodniczącym 9-osobowego Trybunału był sędzia dr Alfred Eimer, ten sam, który przewodniczył procesowi przeciwko Rudolfowi Hőssowi, a oskarżał I Prokurator NTN Stefan Kurowski i pięciu prokuratorów różnych szczebli8. Obrońcami z urzędu było dziewięciu krakowskich adwokatów9. Każdy z nich bronił 4. albo 5. oskarżonych. Sędziwy mec. dr Bertold Rappaport zwrócił się do Trybunału na piśmie z prośbą o zwolnienie go z obowiązku obrony z uwagi na to, że należy on do narodu żydowskiego i trudno mu bronić tych, którzy dopuszczali się tak strasznych zbrodni wobec Żydów. Trybunał nie uwzględnił tego wniosku
i mec. Rappaport z wielką sumiennością prowadził obronę przydzielonych mu oskarżonych godnie reprezentując krakowską palestrę10.

25 listopada 1947 r. na pół godziny przez rozpoczęciem procesu, przywieziono oskarżonych z więzienia w dwóch dużych samochodach ciężarowych zakrytych plandekami. Pod eskortą wysiadali oni za budynkiem Muzeum Narodowego (pomiędzy budynkiem Muzeum i Biblioteki Jagiellońskiej. Nie byli skuci kajdankami. Niektórzy trzymali w rękach jakieś papiery lub bruliony. Mężczyźni mieli na sobie zielone mundury żołnierzy Wehrmachtu bez dystynkcji i czapek. Kobiety - cywilne płaszcze. Pod silną strażą po przejściu kilku metrów wchodzili kolejno do budynku i zajęli przygotowany dla nich pokój niedaleko sali rozpraw. Świadkiem jednego z takich przyjazdów był dr Jerzy Ludwikowski z Wiśnicza, który wówczas rozpoczynał studia w Krakowie. Zapamiętał, że wszyscy oskarżeni szli z podniesionymi głowami, butni i pewni siebie.

Zainteresowanie procesem było ogromne także za granicą. Obecni byli obserwatorzy zagraniczni, a wśród nich płk Yves Lemerle – prezes Francuskiego Trybunału Wojskowego w Raastadt, przed którym odbywały się kolejne procesy członków załogi obozu w Ravensbrück i główny prokurator tego Trybunału Joseph Grenier, był Larry Allen szef biura The Associated Press. Przyjechał nawet dziennikarz perski Verzande Hushang, redaktor naczelny pisma Irene Ma. Byli także przedstawiciele ambasad i konsulatów ZSRR, Wielkiej Brytanii, Czechosłowacji, Francji, Belgii, Jugosławii, Włoch, Węgier, Bułgarii, Rumunii. Publiczność wpuszczona tylko za okazaniem kart wstępu, w każdym dniu procesu szczelnie wypełniała parterową wielką salę Muzeum, przekształconą na salę rozpraw. Na podwyższeniu ustawiono długi stół dla Trybunału przykryty zielonym suknem. Na nim krucyfiks, a z tyłu olbrzymia biało czerwona chorągiew z polskim orłem pośrodku. Z prawej strony Trybunału stół i ława dla prokuratorów, z lewej ława oskarżonych składająca się z trzech długich rzędów. Białe tabliczki z nazwiskami oskarżonych wskazywały gdzie każdy z oskarżonych ma siedzieć. Przed pierwszym rzędem ławy oskarżonych w pobliżu sędziów Trybunału zasiedli obrońcy z urzędu.

 

Alice Orlovsky wysiada z samochodu     

Artur Liebehenschel wchodzi do budynku

 

Luise Danz i Hildegard Lachert   

Maria Mandel wysiadła z samochodu

 dr Johann Paul Kremer lekarz obozowy

Oskarżonych przywieziono dwoma samochodami cięzarowymi typu Bedford z więzienia Montelupich i wprowadzono do budynku w którym toczył się proces.

Sylwetki oskarżonych

Kilka minut przed rozpoczęciem rozprawy wprowadzono na salę rozpraw 40-tu oskarżonych. Pojawienie się ich wzbudziło wielkie emocje, tym bardziej, że wszystkim oskarżonym groziła kara śmierci. Wśród publiczności przeważali byli więźniowie i więźniarki z obozu Auschwitz-Birkenau i innych obozów. Na sali sądowej panował jednak spokój i powaga choć wyczuwało się to ogromne napięcie.

Oskarżonych widać było doskonale, bowiem każdy rząd usytuowany był wyżej od poprzedniego. Zgromadzona publiczność z dużym zaciekawieniem i satysfakcją przyglądała się oskarżonym, którzy unikali wzroku swoich ofiar. Na samym przodzie posadzono kierownictwo obozu.

W dolnym rzędzie: obrońcy z urzędu. W rzędzie środkowym oskarżeni od lewej: Artur Liebehenschel, Maria Mandel, Hans Aumeier, Karl Mockel, Maksymilian Grabner, Franz Kraus, Heinrich Josten. W górnym rzędzie od lewej: dr Johann Kremer (niewidoczny), dr Hans Munch, Fritz Buntrock

Artur Liebehenschel Obersturmbannführer (podpułkownik), komendant obozu w l. 1943-1944 miał 46 lat. Był wysokim, szczupłym mężczyzną w okularach o bladej twarzy i głęboko osadzonych, ciemnych oczach. Robił wrażenie wystraszonego. Zanim objął kierownictwo obozu po Rudolfie Hössie był zastępcą Inspektora Obozów Koncentracyjnych a potem zastępcą kierownika grupy urzędów „D” Richarda Glücksa w WVHA.

Obok niego siedziała pochodząca z Austrii Maria Mandel, przystojna 36-letnia blondynka o nordyckich rysach twarzy, niebieskich oczach i jasnej cerze. Odpowiadała propagandowemu ideałowi niemieckiej kobiety. Była komendantką obozu kobiecego Auschwitz-Birkenau (SS-Lagerführerin) , a wcześniej SS-Oberaufseherin obozu kobiecego w Ravensbrück. Zbrodniczą karierę rozpoczęła w 1938 r. od obozu dla kobiet na zamku Lichtenburg w Saksonii-Anhalt w Niemczech. Budziła ona szczególne zainteresowanie publiczności i fotoreporterów z racji nie tylko swojej urody, ale sadystycznych skłonności i „zasług” dla III Rzeszy za które otrzymała Krzyż Żelazny II klasy z rąk Heinricha Himmlera. Teraz starała się być swobodna i nonszalancka. Nerwowo wertowała leżące przed nią papiery, albo szeptała coś do Liebehenschla.

Jej sąsiadem z lewej strony był 44-letni Hans Aumeier zastępca komendanta ds. politycznych, w randze Hauptsturmführera (kapitana) o długim stażu w SS i obozach koncentracyjnych. Od 1930 r. działał w SS, był prawie analfabetą, ukończył 3 klasy szkoły powszechnej, pracował w Dachau (1934-36), Lichtenburgu (1936-37), Buchenwaldzie (1937-38), Flossenburgu jako komendant obozu (1938-1942), w Auschwitz (1942-1943), obozie Vaivara w północnej Estonii (1943-1944), Kaufering (1944-1945) i w obozach w Norwegii Grini i Mysen do maja 1945 r. Niski z zaciętym wyrazem twarzy i orlim nosem, przypominał sępa lub innego drapieżnego ptaka i tak też pokazywano go w karykaturze.

Dalej był 42-letni Austriak Maksymilian Grabner szef obozowego gestapo (Politische Abteilung), jedna z czołowych postaci obozu Auschwitz. Odpowiedzialny był za bezpieczeństwo w obozie, ewidencję więźniów, wykonywanie wyroków sądów policyjnych i realizowanie planów masowego wyniszczenia więźniów. W przeciwieństwie do Aumeiera, od początku procesu aż do egzekucji zachowywał się jak tchórz8 i w niczym nie przypominał, jak pisała prasa, dawnego wysokiego, eleganckiego megalomana w lśniących oficerkach9.

46-letni wysoki i ponury Karl Möckel Oberführer (pułkownik) kierował sprawami administracyjnymi i gospodarczymi w obozie. 44-letni Franz Kraus oficer informacyjny, uczestnik akcji specjalnych w obozie zachowywał się szczególnie butnie na początku procesu. On, podobnie jak Aumeier miał także długi staż obozowy : od 1935 r. w obozach Esterwegen, Lichtenburg, Oranienburg, do Auschwitz przybył w listopadzie 1944 roku. W kolejności siedzieli niżsi rangą funkcjonariusze obozowi, wśród których publiczność odnalazła wyrafinowanych sadystów, którzy osobiście pastwili się nad więźniami.

Na drugim końcu sali w tym samym pierwszym rzędzie siedziały obozowe strażniczki (SS-aufseherinnen) 38-letnia Therese Rosi Brandl, wielka i brzydka 44-letnia Alice Orlovsky, 30-letnia Luise Danz i 27-letnia Hildegard Lachert znana z Majdanka jako „Krwawa Brygida”. Spośród nich tylko Brandl pracowała w Auschwitz od 1942 r. (wcześniej w Ravensbrűck). Pozostałe przybyły do Auschwitz dopiero pod koniec 1944 r. po likwidacji Majdanka ewakuowanego w związku ze zbliżaniem się frontu do Lublina i krótkim pobycie w obozie płaszowskim.

W drugim rzędzie tuż za Liebehenschlem siedział najstarszy z oskarżonych siwy, krótko ostrzyżony 64 letni profesor filozofii, doktor biologii i medycyny Johann Paul Kremer, który przed wybuchem wojny był docentem w katedrze anatomii na Uniwersytecie w Münster i zajmował się sprawami dziedziczenia. Jego 3 - miesięczny staż pracy lekarza obozu oświęcimskiego w 1942 roku przeszedł by zapewne niezauważony, gdyby nie jego przyzwyczajenie opisywania w pamiętniku każdego przeżytego dnia. Pamiętnik wpadł w ręce Anglików aresztujących Kremera za udział w zbrodniczej organizacji SS i zaprowadził autora przed polską temidę. Drugim lekarzem, bakteriologiem i także doktorem medycyny był dr Hans Münch zatrudniony w obozowym Instytucie Higieny w Rajsku, postać której warto poświęcić więcej miejsca w drugiej części opracowania. Wśród pozostałych oskarżonych należy zwrócić uwagę na takich zwyrodnialców jak Erich Muhsfeldt szef krematorium, Wilhelm Buntrock, Ludwig Plagge, Wilhelm Gehring.

 

Pierwsze konfrontacje

Przewodniczący Trybunału sędzia dr Eimer i pozostali trzej sędziowie Trybunału weszli na salę ubrani w togi i birety. Z obu stron Trybunału zasiadło 6 ławników. Prokuratorzy Cyprian, Kurowski, Gacki, Szewczyk i Brandys zajęli już miejsca wcześniej. Proces rozpoczął się punktualnie o godzinie 9-tej od sprawdzenia personaliów oskarżonych. Kolejno wstawali oni i cichym „jawohl” potwierdzali swoje dane. Nie chcieli składać wyjaśnień na początku procesu i prosili Sąd o umożliwienie im składania wyjaśnień dopiero w czasie przesłuchania poszczególnych świadków. Liczyli, że większość świadków ich zbrodni już nie żyje. Była to sprytna taktyka. Nie wiedząc jakimi dowodami dysponuje oskarżyciel nie chcieli składać wyjaśnień przed przesłuchaniem świadków oskarżenia. Akt oskarżenia wnosił prokurator Kurowski. Omówił w nim genezę partii hitlerowskiej i rolę obozów jako czynnika gwałtu i terroru oraz scharakteryzował czyny poszczególnych oskarżonych.

Maria Mandel, za nią Johann Kremer i Han Munch

Artur Liebehenschel

Już pierwsze dni procesu okazały się ciężkie dla oskarżonych. Świadkowie występujący przed Trybunałem podchodzili do ławy oskarżonych i wskazywali palcem, których oskarżonych rozpoznają i na kolejne pytania Sądu opisywali ich zbrodnicze czyny. „Słowo Powszechne” w numerze z 30 listopada 1947 roku zamieściło artykuł „Dramatyczny moment konfrontacji świadka z oskarżonymi” : Świadek Mandelbaum powoli przechodzi wzdłuż ławy oskarżonych i spośród 40-tu Niemców wyławia znajome sobie twarze wskazując sprawiedliwości polskiej palcem niedawnych swoich ciemiężycieli. Na sali panowała głęboka cisza, a twarze oskarżonych były zastygłe w przerażeniu. Erich Kulka zeznał : W swoim zawodzie obozowym jako ślusarz miałem możność poznać zbrodnie oraz ich sprawców, którzy tutaj są na ławie oskarżonych, a to Liebehenschel, Mandel, Aumeier, Grabner, Buntrock, Brandel. Innych przypomnę sobie później... Na polecenie przewodniczącego Trybunału świadek rozpoznaje oskarżonych Liebehenschla. Mandel, Aumeiera, Grabnera. Największy wróg Buntrock, Brandel, Goetze, Nebbe11. Oskarżonych rozpoznawali kolejni świadkowie : Stanisław Kłodziński, Teresa Lasocka-Estreicher, Pałasiński, Kraus, Wiera Foltynowa, Henryk Porębski. Świadek Kazimierz Smoleń rozpoznał na ławie oskarżonych Marię Mandel, Plagge’go, Brandl i Aumeiera i scharakteryzował ich jako największych sadystów.

Teresa Lasocka-Estreicher powiedziała, że więźniowie Oświęcimia wydali już w 1943 roku wyrok śmierci na Grabnera, Aumeiera, Mandel i Bogusza, który udało się przesłać za obozowe druty i radio zagraniczne miało go ogłosić, aby zbrodniarzy zastraszyć. Informacja świadka nie była ścisła, ale wiązała się z najbardziej brawurową akcją, jakiej dokonał rotmistrz Witold Pilecki. Po zorganizowaniu w obozie ruchu oporu i rozpracowaniu obozowych struktur i popełnianych tam zbrodni uciekł z obozu i w sierpniu 1943 r. przebywając w wiśnickm dworku Koryznówka w Wiśniczu u Tomasza Serafińskiego przygotował opracowanie na temat obozu i wysłał do Komendy Głównej AK12. Mogło ono przedostać się do Londynu. Radio Coventry ogłosiło tę informację w formie wyroków, co wywołał wściekłość samego Himmlera. Rozkazał on wszczęcie w tej sprawie dochodzenia13.

Groza na sali sądowej

Codziennie w ławie oskarżonych siedzą ci sami oskarżeni, a na sali pojawiają się coraz to nowi świadkowie i nieustannie snuje się groza obejmująca zebranych. Nie słychać prawie oddechów, tylko czasami tu i ówdzie rozlegnie się spazmatyczny, hamowany wysiłkiem woli szloch – pisze dziennikarz relacjonujący proces. Cały świat dowiaduje się o metodach eksterminacji stosowanych w obozie. Narzędziem zagłady był głód powodujący t.zw. biegunkę głodową (Durchfall) prowadzącą do zaniku funkcji trawiennych, spadku wagi ciała i braku odporności. Poza ustawicznym głodem do wyniszczenia więźniów przyczyniały się warunki bytowe więźniów ; zły stan baraków pod względem sanitarnym, brak należytego ogrzewania, brak należytej odzieży oraz liczne epidemie z których najgroźniejszą była epidemia tyfusu, dziesiątkująca więźniów w latach 1941-1944. Za to wszystko odpowiedzialny był komendant działu administracyjnego Möckel, odznaczony przez Führera szpadą i pierścieniem SS, który osobiście nikogo nie zabił i nikogo nie bił, a jednak z racji pełnionej przez niego funkcji przypisano mu świadomy współudział w zbrodni ludobójstwa.

Ciężka praca fizyczna miała prowadzić do udręczenia i śmierci więźniów. Z pedantyczną sumiennością realizowano słowa Adolfa Hitlera, który mówił, że nie chce, aby z obozów koncentracyjnych zrobiono zakłady sanatoryjne i że terror jest najskuteczniejszą bronią polityczną. Publiczne chłosty w czasie apelu wykonywano pałką, rzadziej pejczem na specjalnym stole do bicia. Kara słupka (wieszanie za wykręcone do tyłu ręce) powodowała trwałe zerwanie ścięgien, późniejszy bezwład kończyn. Praca w karnej kompanii wykonywana w ciągłym biegu niszczyła zdrowie, a gdy ktoś upadł kapo stawał mu na gardle i dusił.

Grozę na sali wywołują zeznania świadka Stanisławy Marchwickiej, która mówi, że Maria Mandel była demonem w ludzkim ciele i wydała polecenie, aby natychmiast po urodzeniu się dziecka zanurzano jego główkę w wiadrze z wodą, rzucano do rozpalonego pieca lub wyrzucano żywcem na dwór, gdzie dziecko zagryzały szczury14. O tym rozkazie mówiła też jako świadek polska lekarka dr Janina Kościuszkowa : Położna wkładała noworodka do wiadra z wodą, a następnie zwłoki wrzucała do pieca. Pewna więźniarka ukrywała dziecko przez pięć miesięcy. Gdy wyszło to na jaw polecono matce wydać dziecko na śmierć. Matka przyciskając synka do piersi razem z nim podążyła do krematorium.

W 1 rzędzie adwokaci, w 2 rzędzie Grabner Kraus Josten

Maria Mandel nie przyznaje się do winy

Sport w obozie

Jednym z najbrutalniejszych i najokrutniejszych esesmanów był oskarżony Ludwig Plagge zwany w obozie „Fajeczką”. Brał udział w egzekucjach na bloku 11, przeprowadzał selekcje więźniów do gazu na rampie, w obozie był przy likwidacji obozu cygańskiego. Bił ręką, kijem, drągiem, kopał i szczuł psami. Najbardziej zapamiętano go jako specjalistę „od sportu”. Potrafił przez 11 godzin dręczyć więźniów nieustannymi przysiadami i skokami w przysiadach, turlaniem się, bieganiem bosymi stopami po żwirze lub ostrych kamieniach, wdrapywaniem się na drzewa lub słupek, kręceniem się w kółko z rękami podniesionymi w górze lub rozłożonymi na bok, a wszystkie te ćwiczenia sportowe kazał wykonywać wśród ciągłego bicia i kopania. Omdlałych oblewano zimną wodą w zimie. Zwyrodniała fantazja podpowiadała mu najdziwaczniejsze pozy dla więźniów jak skoki żaby (tzw. „żabka”), czołganie się na łokciach, chodzenie na czubkach palców, siedzenie w kuczki z trzema cegłami w rękach przez 2-3 godzin, a Plagge wydawał wciąż nowe rozkazy : kniebeugen ! hűpfen ! rollen ! tanzen ! Podobne polecenia wydawali inni esesmani i esesmanki. Plagge specjalnie znęcał się nad księżmi i przydzielał ich do słynnego tzw. „walca Krankenmanna”, który musieli ciągnąć godzinami po drodze apelowej.

Ludwig Plagge

Pamiętnik doktora Kremera

Metodami zagłady masowej było trucie więźniów przy pomocy zastrzyków 30 % fenolu w serce 10-centymetrową strzykawką lub przy pomocy cyklonu B w komorach gazowych. Pierwszą z tych metod nazywano w obozie „szpilowaniem”15. Miała to być eutanazja chorych psychicznie. Faktycznie jednak stosowano ją wobec ciężej chorych i niezdolnych do pracy. Dziennie uśmiercano w taki sposób ok. 30-60 więźniów. Selekcje przeprowadzali lekarze SS, a uśmiercali sanitariusze SS. Tym sposobem mordowania więźniów zainteresował się dr Johann Paul Kremer. Sam nie wbijał śmiercionośnej igły w serce, ale badając zmiany zachodzące w tkance mięśniowej pod wpływem głodu żądał, aby delikwentów jeszcze za życia kładziono na stole sekcyjnym. Podchodził do stołu, wypytywał ofiarę o wagę ciała przed aresztowaniem i w czasie pobytu w obozie, o lekarstwa, które więzień zażywał. Następnie sanitariusz uśmiercał pacjenta, a dr Kremer czekał już z przygotowanymi tyglami, robił sekcję i zabezpieczał pobrany materiał w płynie konserwującym znajdującym się w tyglach. Potem szedł na obiad i notował w pamiętniku. Pobrałem materiał z całkiem świeżych zwłok, z wątroby , śledziony i trzustki...A w następnej linijce : ...podano na obiad pieczeń zajęczą – całe grube udo – z kluskami i czerwoną kapustą za 1,25 RM.16


Johann Kremer

„Odkurzanie bunkra”

Słowo „bunkier” padające wielokrotnie z ust świadków kojarzyło się nierozerwalnie z dwiema postaciami siedzącymi obok siebie na ławie oskarżonych : Maksymiliana Grabnera szefa obozowego gestapo i Hansa Aumeiera komendanta ds. politycznych. Grabner, wprawdzie tylko podporucznik (Unterstumfűhrer) był jako szef oddziału politycznego (Politische Abteilung) czołową, drugą po Hössie postacią w obozie. Obozowe gestapo podlegało wprawdzie organizacyjnie komendantowi obozu w zakresie ewidencjonowania więźniów, rejestrowania ich, fotografowania, daktyloskopowania, ale więźniowie polityczni byli na wyłącznej łasce Grabnera i jego zwierzchników z katowickiego gestapo. Podlegało mu zatem to więzienie, w obozie zlokalizowane w podziemiach słynnego bloku 11. Tutaj raz w miesiącu odbywały się doraźne sądy policyjne. Przyjeżdżało kilku urzędników z katowickiego gestapo z gotowymi już wyrokami, zatwierdzonymi przez Gauleitera Śląska na więźniów politycznych, których sprawy gestapo prowadziło. Sąd polegał na zapytaniu oskarżonego czy przyznaje się do winy, wydawano wyrok bez prowadzenia postępowania dowodowego. W ten sposób można było skazać na śmierć w ciągu 4-5 godzin ok. 200 więźniów. Egzekucjami wykonywanymi natychmiast kierował Grabner. Był więc on prokuratorem, sędzią i katem w jednej osobie. Oprócz więźniów, których sprawy prowadziło gestapo, do bunkra przybywali „więźniowie-przestępcy”, którzy znaleźli się tu za kradzież ziemniaka, zapalenie papierosa w miejscu pracy, „zorganizowanie” dla siebie lub kogoś jakiejś ponad przydziałowej części obozowej garderoby. Oprócz doraźnych sądów policyjnych Grabner na własna rękę urządzał w każdą sobotę przed południem t.zw. „odkurzanie bunkra”. Razem z Aumeierem przesłuchiwali w bunkrze aresztantów, i następnie sporządzali dwa rodzaje meldunków. Meldunek nr 1 oznaczał dla więźnia karę chłosty, albo pracę w karnej kompanii. Przy meldunku nr 2 Aumeier niebieskim ołówkiem malował na papierze gruby krzyżyk, którego końce zamykał małymi poprzecznymi kreseczkami17. Więźniowie z tym meldunkiem musieli rozebrać się do naga, obsługa bunkra malowała im na piersiach farbą wielką cyfrę, aby łatwiej można ich było potem policzyć i wyprowadzała pod ścianę śmierci na podwórzu bloku 11. Rozstrzeliwał rapportfűhrer lub dozorca bunkra strzałem w potylicę używając do tego małokalibrowego karabinka. Spośród grupy chwiejących się na nogach szkieletów niejeden Polak zawołał przed śmiercią „Niech żyje Polska”. Żydzi wołali najczęściej „Niech żyje wolność”. W takich okolicznościach zginęli zapewne członkowie bocheńskiej konspiracyjnej „Młodzieżówki” z Tadeuszem Lechem na czele.

Maksymiliaan Grabner

Hans Aumeier

Eksperymenty lekarskie

Udział wielu niemieckich lekarzy w zbrodniczych eksperymentach medycznych, będących częścią programu eksterminacji był szczególnie haniebnym pogwałceniem zasad etyki lekarskiej. Były one prowadzone na potrzeby armii niemieckiej i żołnierzy walczących w różnych warunkach oraz długofalowej hitlerowskiej polityką ludnościową zmierzającej do możliwie szybkiego zwiększenia prokreacji „germańskich nadludzi” (überleute) czyli rasy nordyckiej i udoskonalenie jej przy jednoczesnym pozbawieniu zdolności płodzenia (masowa sterylizacja kobiet i mężczyzn) ras niższych do których zaliczali Słowian (głównie Polaków i Czechów zajmujących tereny przeznaczone dla Niemców), Żydów i rasy kolorowe.

Ogromne ilości darmowego ludzkiego materiału doświadczalnego stwarzały wręcz nieograniczone możliwości do realizacji najbardziej utopijnych celów naukowych. Lekarze ci tracili wszelkie poczucie człowieczeństwa i przekształcali się w ludzkie bestie. Doświadczenia na więźniach przewyższały swym okrucieństwem eksperymenty na zwierzętach. Bez skrupułów moralnych dokonywano bez litości przeraźliwych wiwisekcji na bezbronnych więźniach pozostających na łasce oprawców.

Na potrzeby armii badano na więźniach skuteczność nowych preparatów i leków oznaczonych kryptonimami: B-1012, B-1034, B-1036, 3582, P-111, długość czasu inkubacji różnych chorób zakaźnych, ich przebieg i możliwości leczenia (tyfus, dur brzuszny i plamisty, gruźlica). Prowadzono badania nad malarią, zimnicą, tężcem, wirusowym zapaleniem wątroby, ropowicami, zgorzelą gazową. W tym celu więźniów zakażano różnymi zarazkami, szczepami, krwią więźniów chorych na te choroby i prowadzono badania. Podobnemu celowi służyć miały doświadczenia z zakresu medycyny wojennej, a więc badania wytrzymałości organizmu ludzkiego na dużych wysokościach, w niskich temperaturach, na zatrucia gazami bojowymi łącznie z odtruwaniem wody pitnej skażonej gazami bojowymi, na oparzenia wywołane działaniem bomb fosforowo-kauczukowych18.

Teorie rasistowskie głoszące wyższość rasy germańskiej (teutońskiej) jako najbardziej wartościowej wyrosły z niemieckiego ruchu eugenicznego i wiązały się z pojęciem higieny rasowej. Według tych teorii klasyczny typ nordycki mężczyzny i kobiety charakteryzował się szczupłą budową ciała, wysokim wzrostem, niebieskimi oczami, jasno blond włosami, twarzą pociągłą, wąskim nosem. Zamierzeniem demagogów i niemieckich polityków było stworzenie w ciągu dwóch dziesięcioleci wielkiej rzeszy takich rasowych Niemców (übermenschów) oddanych fanatycznie faszystowskiej ideologii. Do realizacji tego celu wprowadzono zakaz przerywania ciąży, ułatwiono niezamężnym kobietom rodzenie dzieci (Lebensborn), rabowano dzieci obcych narodowości odpowiadające typowi nordyckiej rasy białej, rozwinięto eutanazję osób cierpiących na dziedziczne choroby umysłowe i fizyczne i poszukiwano sposobów na zwiększenie prokreacji rasy nordyckiej. W Auschwitz takie doświadczenia na bliźniakach wykonywał dr Josef Mengele. Bliźnięta monozygotyczne pozwalały mu na rozróżnianie cech nabytych i wrodzonych. Dokonywał przetaczania krwi pomiędzy bliźniakami, zakażał bliźnięta tyfusem, aby ocenić, czy reagują one jednakowo na zakażenie, pobierał do analizy ich krew i płyn mózgowo-rdzeniowy. Po wykonaniu badań bliźnięta zabijał i robił sekcję, aby zbadać podobieństwo narządów. Przeprowadził badanie co najmniej 111 bliźniąt. Poprzez wstrzykiwanie im do oczu różnych preparatów badał czy uda się zmienić kolor ich tęczówek. Dzieci cierpiały straszliwie, traciły wzrok. Interesowały go różne anomalia. Osoby karłowate fotografował, mierzył, potem zabijał i kazał preparować szkielety.

Josef Mengele uszedł wymiarowi sprawiedliwości. Za popełnione zbrodnie nie zasiadł na ławie oskarżonych. W II procesie oświęcimskim mówili jednak o nim zarówno świadkowie jak i sami oskarżeni. Jeden z węgierskich świadków dr Miklos Nyiszli powiedział, że Mengele był niezwykle pracowity. Całymi godzinami przesiadywał przy mikroskopach i w okrwawionym kitlu z okrwawionymi rękami jak opętany badał i szukał wciąż przy stole sekcyjnym. Szef krematorium okrutny i bezwzględny Erich Muhsfeld powiedział, że dr Mengele i Brandt, którzy przeprowadzali badania dla Rasse und Siedlungshauptamtu mieli swoją pracownię w pierwszym krematorium na parterze. Przypominam sobie, że zabili oni 8 cygańskich dzieci bliźniąt. Po przyjściu do pracy zastałem trzech lekarzy więźniów przy sekcji zwłok tych dzieci. Zapytałem co to są za zwłoki. Lekarze odpowiedzieli, że zabił ich Mengele za pomocą zastrzyku trucizny, gdyż wykazywały one cechy interesujące go. Chodziło przede wszystkim o kolor oczu. U poszczególnych par bliźniąt stwierdził on bowiem, że każde z bliźniąt posiada jedno oko niebieskie, a drugie szare. W czasie sekcji wyjęto gałki oczne i następnie przesłano je jako eksponaty do Berlina. Kolekcję oczu dzieci posiadał w Berlinie prof. Verschür. W swoim gabinecie oświęcimskim Mengele posiadał oczy ludzkie przymocowane do ściany igiełkami jak motyle, a także wypreparowane szkielety osób kalekich, zabitych przez dr Mengele własnoręcznie19.

Selekcje do komór gazowych – humanizacja masowej zagłady

Masowe rozstrzeliwanie więźniów nie było zadaniem łatwym dla esesmanów. Himmler zdawał sobie z tego sprawę i nakazał „humanizację” masowej zagłady i zastąpienie rozstrzeliwania poprzez trucie więźniów w komorach gazowych. W ten sposób uwalniał esesmanów od uczucia litości na widok cierpień ludzkich, a jednocześnie wprowadził sposób szybszego unicestwiania ofiar. Uczucie litości skierował w stronę sprawcy, a nie ofiary. Jeżeli bowiem mordercy przeżywali okrucieństwo swoich czynów, to nie myśleli : Boże co ja robię - morduję ludzi, ale : Boże. Jak ja muszę cierpieć wykonując moje okropne obowiązki, jak wielki ciężar spoczywa na moich barkach.

Na rampie odbywały się selekcje świeżo przybyłych transportów. Większość ludzi zamordowanych w Auschwitz nigdy nie weszła do obozu, lecz bezpośrednio po opuszczeniu wagonów zapędzona została do komór gazowych. Dokonywano też selekcji oddzielając chorych od zdrowych, słabych od silnych, starców i dzieci od ludzi w sile wieku. Przeznaczeni do gazu byli do końca okłamywani. Tłumaczono im, że pojadą do nowych, lepszych miejsc osiedlenia i zatrudnienia na Wschodzie, a teraz idą do łaźni. Na komorach gazowych umieszczone były w sześciu językach napisy „Kąpiel”, „Prysznice”, „Łaźnie” albo „Dezynfekcja”. Przed wejściem wydawano ofiarom mydło. Niektórzy z przywiezionych w 1944 r. słyszeli z BBC o tzw. gazowaniu, ale nie dawali wiary tak niewyobrażalnym informacjom, chociaż na miejscu widać było płomienie bijące z krematoryjnych kominów i czuć było odór palonych ludzkich ciał. Więźniowie pracujący na rampie mieli surowy zakaz rozmawiania z nowoprzybyłymi. Czasem jednak niektóre transporty zwłaszcza ze Wschodu wiedziały co je czeka i wtedy dochodziło do strasznych scen. W porównaniu z tym „Piekło” Dantego wydaje mi się komedią – pisał w pamiętniku dr Johann Kremer.

Świadek Włodzimierz Bilan, który był pracownikiem Politische Abteilung w obozie zeznał, że widział drogę z rampy do komór gazowych. Prowadziła ona przez ogród, a drzewa były poobwieszane lalkami i zabawkami, widocznie idące na śmierć dzieci tam je zostawiły. Kto nie dał rady iść, odbywał tę drogę na ciężarówce na której umieszczone były znaki Czerwonego Krzyża. W rozbieralni ponaglano ofiary przeznaczone do gazu : Pośpieszcie się, jedzenie i kawa ostygną. Ofiary posłusznie notowały sobie w pamięci numer haka, na którym wieszały ubranie, aby po dezynfekcji łatwo można było je odnaleźć. Do pomalowanej na biało komory więźniowie wchodzili nago. Na suficie widzieli urządzenia przypominające prysznice takie same jak w każdej łaźni. Wszystko odbywało się spokojnie, gdyż więźniowie z Sonderkommando uspokajali zaniepokojonych, a ponadto obsługa komory i jeden z SS-manów niemal do końca pozostawali w komorze. Potem szybko ześrubowywano drzwi, a dezynfektorzy wrzucali przez otwory w suficie cyklon, który opadał aż do podłogi. Gaz rozchodził się szybko i - jak wspomina Rudolf Höss - osoby stojące najbliżej przewodów wrzutowych natychmiast padały martwe (blisko 1/3). Inni zaczynali się tłoczyć, krzyczeć i chwytać powietrze. Przez dwie nieskończenie długie minuty słyszano walenie w mury i nieludzkie krzyki. Później już nic. Pół godziny po wrzuceniu gazu otwierano komory, a skrwawione i splecione ciasno ze sobą zwłoki wypadały z pomieszczenia. W samym bunkrze – zeznaje Bilan – zobaczyłem ok. 1000 zwłok zagazowanych, których z powodu niedzieli nie zdążono spalić. Był to widok straszliwy. Obok siebie leżały zwłoki kobiet, mężczyzn i dzieci. Usta u wielu były wykrzywione, oczy otwarte, ręce i nogi różnie pokurczone. W grudniu 1942 r. z ciekawości udał się aby przez judasza zobaczyć sam moment gazowania kilkuset osób i opis ten znajduje się w aktach sprawy. Następnie po usunięciu ze zwłok złotych zębów, obcięciu długich włosów, zwłoki spalano w krematoriach. W ciągu doby można było spalić ok. 2000 zwłok. Krematoria zatem nie zawsze nadążały i zwłoki spalano także w dołach20.

Selekcje organizowane w szpitalach obozowych (rewirach) były na porządku dziennym, natomiast popłoch padał na więźniów, gdy po apelu wieczornym ogłoszono w łaźni tzw. Lagersperre. Na oczach esesmanów przechodzili truchtem rozebrani do naga więźniowie, a Aumeier, Grabner, Kaduk i inni uczestniczyli w tych selekcjach.

W obozie żeńskim selekcje przeprowadzano najczęściej podczas powrotu komand z pracy, albo podczas apeli generalnych. We wszystkich tych selekcjach przeprowadzanych zarówno w Auschwitz jak i wcześniej w Ravensbrűck czynny udział brała Maria Mandel i Therese Brandl. Więźniarki musiały przebiec kilkanaście metrów. Te które biegły zbyt wolno były wyławiane z szeregów za pomocą zakrzywionych lasek. Gdy komory były zajęte umieszczano je w odizolowanym od reszty obozu bloku nr 25. Dochodziły stamtąd płacz i jęki oczekujących na śmierć kobiet, które błagały o kubek wody. Gdy komory gazowe zostały zwolnione, czasem dopiero po kilku dniach, następowało ładowanie na samochody więźniarek z bloku 25. Rozgrywały się sceny mrożące krew w żyłach. Błagających o życie traktowano niezwykle brutalnie. Broniące się kobiety chwytano za ręce i nogi i wrzucano z rozmachem na platformy i razem z żywymi ładowano umarłych.

Dantejskie sceny rozgrywały się przy bloku nr 7 w obozie męskim w Brzezince, który pełnił taką samą rolę jak blok 25 dla kobiet. Gdy samochody ruszały całe podwórze przed blokiem wypełniało się przedśmiertnym krzykiem, gdyż wszyscy wiedzieli, że spod komina nie będzie już ucieczki. W krematorium więźniowie z Sonderkommanda rozbierają więźniów – zeznaje jeden ze świadków - i pasiaki rzucają na stos na podwórze. Oberscharfuhrer Erich Muhsfeldt w gumowych rękawiczkach trzyma broń. Muhsfeld jedną serią zabija od razu 80-ciu i mówi : umgelegt. Pół godziny później pozostaje z nich tylko popiół.

W czasie epidemii tyfusu zabijano w komorach gazowych setki więźniów lub tysiące. W przypadku likwidacji obozu rodzinnego Żydów z Teresina w Brzezince (7000) a w przypadku likwidacji obozu cygańskiego (2897) 2 sierpnia 1944 r. Gazowano także więźniów z obozów filialnych (m. in. Jaworzno, Monowice).

Taktyka oskarżonych

Prokurator Tadeusz Cyprian w ściśle poufnej notatce z 3 grudnia 1947 r. dotyczącej organizacji i przebiegu procesu załogi oświęcimskiej informował, że w pierwszym etapie proces przebiegał bez żadnych niemiłych incydentów ze strony oskarżonych dlatego, że na początku procesu byli oni spłoszeni i zdetonowani walącymi się na nich zarzutami, a obrona nie była dokładnie zapoznana z treścią aktu oskarżenia. Na pewnym etapie procesu – zdaniem prokuratora – oskarżeni zaczęli orientować się i dyskwalifikować zeznania poprzez wykazywanie nieprawdziwych części tych zeznań. Niektórzy świadkowie istotnie ulegli tzw. „psychozie zbiorowych przeżyć” i to co im opowiadano utożsamili z tym co sami widzieli. Podnieceni atmosferą sali sądowej, widokiem oskarżonych, koniecznością publicznego wystąpienia w obecności oskarżonych podawali fakty, które albo się nie zdarzyły, albo zdarzyły się, ale w innym miejscu lub czasie. Ruch kadrowy wśród załóg obozów koncentracyjnych był znaczny i nawet niektórzy siedzący na ławie oskarżonych nie znali się z czasu funkcjonowania obozu, gdyż pracowali wtedy w innych obozach. Liebehenschel służył w Auschwitz 6 miesięcy od listopada 1943 do maja 1944, Grabner od 1940 do listopada 1943, Aumeier od lutego 1942 do sierpnia 1943 r. Möckel od kwietnia 1943 r. do 21 stycznia 1945 r. Błędne podanie przez świadka daty dotyczącej jakiegoś wydarzenia w obozie. z udziałem jakiegoś oskarżonego mogło dezawuować całe zeznanie.

Taktyka oskarżonych polegała na unikaniu wzajemnych oskarżeń. W ten sposób każdy z nich mógł liczyć na wzajemność współoskarżonych. Zwalano natomiast winę na straconego Hőssa, ukrywającego się tzw. „anioła śmierci” dr Josefa Mengele, Josefa Kramera i Fritza Hoesslera, straconych w więzieniu Hameln 13 grudnia 1945 r. przez brytyjskiego kata Alberta Pierrepointa czy powieszoną przez Rosjan w Budziszynie rapportführerin SS Margot Drechsler i innych. Sędziowie Trybunału przewidywali takie postawy oskarżonych i byli na to przygotowani. Dysponowali wyjaśnieniami oskarżonych złożonymi od chwili ich aresztowania, aż do zamknięcia śledztwa. Ujawnianie tych dowodów stwarzało dla oskarżonych wiele kłopotliwych sytuacji.

Fritz Buntrock, który w śledztwie obciążał Paula Götzego udziałem w selekcjach tłumaczył teraz, że chodziło mu o zupełnie innego Götzego, niż ten który siedzi na ławie oskarżonych. Schumacher, który także „sypał” swoich kolegów po aresztowaniu go przez Amerykanów 11 maja 1945 r. widząc ich na tej samej ławie orkarżonych tłumaczył, że grożono jemu i rodzinie śmiercią, gdyby odmówił podpisania protokołu. Erich Muhsfeld w śledztwie potwierdził iż widział jak Hans Koch pobierał ze składu w krematorium I w Brzezince puszki z cyklonem używanym do trucia więźniów i w fałszywym zapamiętaniu wypowiedział wtedy do sędziego śledczego Jana Sehna słowa : Powiem to Kochowi do oczu na rozprawie ! Teraz w roztargnieniu nie umiał zebrać myśli i powtórzyć tego co mówił w śledztwie.

Szczególnie trudne zadanie czekało Maksymiliana Grabnera, szefa gestapo, który do sierpnia 1945 r. ukrywał się w Austrii na farmie u chłopa w gminie Altenmark niedaleko Wiednia, zapuścił brodę, a w chwili aresztowania udawał, że jest Żydem. Przesłuchiwany w więzieniu śledczym w Wiedniu 1 września 1945 r. oskarżył Hőssa, Hőslera, przyznał, że w akcji gazowania więźniów czynny udział brali Hans Aumeier i Maria Mandel. Teraz tłumaczył, że policja wiedeńska stosowała wobec niego tortury.

Maria Mandel pytana o selekcje, broniła siebie i Therese Brandl twierdząc, że jej udział ograniczał się do asysty, a o wszystkim decydowali lekarze. W odpowiedzi na to prokurator Szewczyk przedstawił podpisaną przez nią listę 498 kobiety wyznaczonych na zagładę. Wobec tego miażdżącego dowodu – pisze Kurier Codzienny - Mandel śmiertelnie blednie i załamującym się głosem oświadcza, że podpisała listę, gdy więźniarki zostały już wyznaczone na śmierć przez lekarza i przyznała, że podpisała kilka takich list21.

Anton Bogusch, którego wskazywało wielu świadków jako czynnego w selekcji Żydów do komór gazowych tłumaczył, że w obozie miał dwóch sobowtórów i dlatego świadkowie mylą go z tymi, którzy takie zbrodnie popełniali.

C.D.N.

Publiczność na sali sadowej

Przypisy :

1 Przykładem takiej literatury może być książka ks. Manfreda Deselaersa „Bóg i zło”, cykl książek Laurence Rees’a i książka Kristen Himmler o jej zbrodniczym dziadku.

2 Definicję ludobójstwa sformułował po raz pierwszy polski prawnik Żyd Rafał Lemkim (1900-1959) w pracy Axis Rule in Occupied Europe wydanej w Nowym Jorku w 1944 roku

3 Wielu członków załogi obozu Auschwitz odpowiadających w tym procesie służyło w różnych okresach czasu także w innych obozach koncentracyjnych.

4 Janusz Gumkowski, Tadeusz Kułakowski, Zbrodniarze hitlerowscy przed Najwyższym Trybunałem Narodowym, Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1967 r.

5 Ekstradycja zbrodniarzy oświęcimskich do Polski odbywała się samolotami (Hőss), okrętami (Aumeier, Brandl), pociągami w różnych dramatycznych nieraz okolicznościach (Mandel).

6 Spośród 40 zbrodniarzy odpowiadających za zbrodnie w tym obozie tylko dwóch wspomnianych wyżej Aumeier i Muhsfeld przyjechali z wyrokami wydanymi przez alianckie trybunały wojskowe. Nie doczekał ekstradycji m.in. komendant obozu Josef Kramer skazany w procesie załogi Belsen i szef krematoriów Auschwitz sadysta Otto Moll zwany „Cyklopem” (miał jedno oko sztuczne), skazany w procesie załogi Dachau, gdyż obaj zostali po tych procesach straceni.

7 Filmowy reportaż z procesu ukazał się w PKF nr 50 w 1947 r. i znalazł się później w serwisach informacyjnych kroniki niemieckiej „Welt im Film” i brytyjskiej „British Pathe”, a amerykański film „The Butchers of Auschwitz” - w znanej serii filmów dokumentalnych „The March of Time”. Film amerykański zamieszczony został w ub.r. na stronie internetowej Archiwum Spielberga, a także można go zobaczyć w „You Tube”.

8 Sędziami orzekającymi byli dr Witold Kutzner i dr Józef Zembaty, ławnikami posłowie Albin Jura, Józef Łabuz, Aleksander Olchowicz i Roman Pawełczyk, a oskarżali prokuratorzy NTN i SN dr Tadeusz Cyprian i Henryk Gacki, dr Mieczysław Szewczyk prokurator S.A. Edward Pęchalski i wiceprokurator SO Jan Brandys.

9 Mieczysław Kossek, Stanisław Druszkowski, Stefan Minasowicz, dr Stanisław Rymar, dr Bertold Rappaport, Antoni Czerny, Czesław Kryh, Szczęsna Wolska Walasowa i dr Kazimierz Ostrowski.

10 wg relacji prok. Jana Brandysa („To był rzetelny proces” wywiad S. Kobieli i P. Koniecznego z prok. Janem Brandysem w Temi nr 4 z 27 stycznia 1985 r.)

9 Jaskrawa różnica pomiędzy wizerunkiem zabłoconego więźnia w połatanym pasiaku a widokiem nieskazitelnie czystego, odprasowanego munduru SS-mana przyczyniała się do przemieszczenia pamięci wielu świadków. W rzeczywistości Grabner był niskiego wzrostu i poza arogancją i zarozumiałą miną nie wyróżniał się w obozie ani inteligencją, ani elegancją. (Hermann Langbeim, Ludzie w Auschwitz, Oświęcim 1994, s.317)

11 Akta procesu tom II karta 194,

12 W raporcie napisanym w Koryznówce 12 sierpnia 1943 r. Pilecki wymienił i scharakteryzował komendanta Schwarza, Hansa Aumeiera, Mullera, Stibitsa, Marię Mandel, Maksymiliana Grabnera, nadzorczynię Drexler (Drechsler) Wilhelma Bogera autora słynnej „huśtawki Bogera” zob. Zeszyty Oświęcimskie 1968, Konstanty Piekarski, Umykając piekłu, Stanisław Kobiela, Raporty Pileckiego cz. II [w: Wiadomości Bocheńskie nr 4 (68) 2005]

13 Jerzy Rawicz, Dzień powszedni ludobójcy, Warszawa 1973 s. 206

14 Akta procesu tom IV k.185,

15 W innych obozach wykonywano także zastrzyki z powietrza, karbolu, evipanu lub strychniny.

16 zob. Pamiętnik Kremera [w: Oświęcim w oczach SS, KAW 1985 s. 195],

17 zob. Wspomnienia Pery Broada [w: Oświęcim w oczach SS ,KAW 1985 s.127]

18 zob. Stanisław Sterkowicz, Nieludzka medycyna - lekarze w służbie nazizmu, Warszawa 2007

19 tamże s. 204,

20 por. także wspomnienia Rudolfa Hőssa [w Oświęcim w oczach SS, KAW.1985 s.116]

21 art. Wiedźma Oświęcimia, Kurier Codzienny z 4.grudnia 1947 r.


Back to top