Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button
 

Proces załogi KL Auschwitz-Birkenau cz. II

Proces załogi Auschwitz-Birkenau w Krakowie w 1947 roku  część II

Warunki obozowe

      Sędzia ogłaszający wyrok w III procesie oświęcimskim toczącym się we Frankfurcie nad Menem w 1965 r.  w RFN powiedział : Za bramą obozu Auschwitz zaczynało się piekło, którego nie byłby w stanie wymyślić normalny ludzki umysł i dla wyrażenia którego brakuje słów. Zeznania świadków we wszystkich procesach oświęcimskich dały obraz jak wyglądało życie w obozie.  Wstąpienie w piekło obozu było wstrząsem przekraczającym zwykłe ludzkie stresy. Znakomity polski psychiatra Antoni Kępiński wyróżnił kilka momentów, które mogły być szczególnie istotne dla dalszego życia więźniów. Pierwszym z nich była rozpiętość przeżyć obozowych. Więzień musiał w ciągu kilku tygodni czasem kilku miesięcy przystosować się do życia w ekstremalnych, obozowych warunkach , inaczej ginął.  Musiał znieczulić się na to co działo się codziennie koło niego, zamknąć w sobie i zobojętnieć, ale nie mógł przejść do stanu muzułmaństwa czyli całkowitego zobojętnienia. Taką obronną znieczulicę określa Kępiński pojęciem „autyzmu obozowego”1. Ponadto musiał znaleźć w tym piekle obozu swojego „anioła”, a więc człowieka lub grupę ludzi, którzy zachowywali wobec niego ludzką postawę. Było to ocalenie ułamka dawnego świata. To był tak samo wielki wstrząs, ale w znaczeniu pozytywnym, bo przecież z chwilą wejścia do obozu rozpadał się w gruzy cały świat z jego wartościami, ideami, ze sprawami ważnymi i mniej ważnymi.  Stawał się nierealny, mógł powrócić tylko w sennych marzeniach. Człowiek czuł się zagubiony, ogarniał go lęk i poczucie beznadziejności. W takich warunkach życzliwe słowo lub uśmiech drugiego człowieka były skrawkiem nieba, olśnieniem, wracała wiara w  człowieczeństwo własne i innych. Więzień z numeru stawał się znowu człowiekiem. Dla przeżycia niezwykle ważna była wola przetrwania. Trzeba było wciąż walczyć z samym sobą, znaleźć w samym sobie punkt oparcia, umożliwiający przetrwanie obozu. Po oczach można było poznać, że ktoś już nie ma sił walczyć dalej2. Muzułmaństwo było typowym przykładem rezygnacji z walki.

Jan Olbrycht, prof. medycyny sądowej, biegły sądowy

Głód

      Głód dręczył więźnia od chwili przybycia do obozu.  Po 15-tu dniach pobytu w obozie odczuwałem już przepisowy głód, który śni się po nocach i tkwi w każdym włóknie ciała – zeznawał jeden ze świadków. Wbrew twierdzeniom oskarżonego Karla Möckla – kierownika oddziału administracyjnego w obozie, który twierdził że wartość kaloryczna  dziennego wyżywienia więźnia wahała się od 2200 do 2500 kalorii proces wykazał, że żywność wydawana więźniom ani pod względem jakościowym, ani ilościowym nie odpowiadała najprymitywniejszym wymogom higieny żywienia. W sprawie  tej wystąpił jako biegły prof. dr. hab. Jan Olbrycht, profesor medycyny sądowej UJ, członek czynny PAU, członek-korespondent Francuskiego Towarzystwa Medycyny Sadowej i Społecznej, członek Międzynarodowej Akademii Medycyny Sądowej i Społecznej, który sam był przez 2,5 roku więźniem obozu oświęcimskiego. Dodać należy, że Jan Olbrycht urodził się w Bochni, tutaj zdawał maturę i był założycielem i do śmierci aktywnym działaczem Oddziału Krakowskiego Stowarzyszenia Bochniaków i Miłośników Ziemi Bocheńskiej. Na polecenie Najwyższego Trybunału Narodowego już w czasie procesu Hössa opracował  ekspertyzę  z zakresu wyżywienia, higieny i lecznictwa, w której oparł się na zeznaniach byłych więźniów obozu, zatrudnionych w kuchni obozowej, na zeznaniach lekarzy więźniów, którzy asystowali lekarzowi SS przy pobieraniu próbek z kotła i badaniu więziennej strawy i na księgach laboratorium Instytutu Higieny w Rajsku. Stwierdził, że produkty żywnościowe dostarczane do obozowej kuchni nie nadawały się do normalnego użytku. Mięso było przeważnie zepsute, gnijące i zaopatrzone stemplami, że nie nadaje się do użytku. Jako mięso traktowano kości, łby bydlęce, krew zwierzęcą. Konserwy mięsne były zepsute, a ziemniaki i brukiew najczęściej w stanie gnijącym. Do kotła obozowego wrzucano także to, co odebrano na rampie więźniom świeżo przybyłym do obozu. Kwasota obozowej zupy odpowiadała kwasocie octu stołowego, pasztetówka dla więźniów zanieczyszczona była bakteriami kałowymi (coli i proteus).  Wartościowe pod względem odżywczym produkty nie docierały do więźniów, gdyż były rozkradane przez esesmanów i więźniów funkcyjnych przez których ręce przechodziły. Ilość kaloryczna (1150 kalorii dziennie) była dwukrotnie niższa niż w polskich więzieniach przed 1939 rokiem3

       Ci więźniowie, którzy wykradali odpadki ze śmietnisk umierali od trutek na szczury  rozrzucanych przez Niemców na śmietniskach. Waga więźniarki mającej 160 cm. wzrostu wynosiła w obozie 25 kg. Do skrajnego wychudzenia prowadziło niedostateczne wyżywienie obozowe. Siedzący na ławie oskarżonych w procesie krakowskim Adolf Medefind i Johannes Weber prowadzili zarząd kuchni obozowej i z  dobrych produktów przeznaczanych dla więźniów kazali gotować dla siebie i innych esesmanów specjalne kilkudaniowe obiady.

 Oskarżony Hans Schumacher

       Oskarżony Hans Schumacher jako pracownik magazynu żywnościowego zajmował się wyładunkiem chleba i innych produktów żywnościowych. Kiedy chleb się kruszył, głodni więźniowie zbierali z ziemi okruchy, a Schumacher czaił się, aby ich złapać i bić. Ten sam oskarżony kradł mięso i inne artykuły żywnościowe z kuchni dla więźniów oraz konserwy
z sardynkami z paczek Międzynarodowego Czerwonego Krzyża przeznaczonych dla więźniów i dawał je w prezencie swoim kolegom z SS lub odwoził do kuchni dla esesmanów4.

   Oskarżony Adolf Medefind  

       Maria Mandel stojąca ze swoim sztabem przy bramie obozowej w czasie powrotu do obozu komand roboczych poddawała rewizji osobistej podejrzane przez nią więźniarki, a za wykrycie jakiejś jarzyny w fałdach pasiaka stosowała okrutne kary. Maksymilian Grabner w toku procesu mówił o masowej kradzieży paczek przysyłanych przez rodziny więźniów do obozu.

       O tym wszystkim wiedział  nie tylko oskarżony Karl Möckel, ale także komendant Artur Liebehenschel, który chociaż w 1944 r. ukrócił terror obozowy to jednak nic nie zrobił, aby poprawić sytuację więźniów.

Obiad w kantynie obozowej, Karl Mockel w środku

      Takie warunki prowadziły wg prof. Olbrychta, do skrajnego wycieńczenia, kończącego się śmiercią. Więzień chudł i słabł z dnia na dzień. Następował zanik podściółki tłuszczowej, mięśnie wiotczały i zanikały. Skóra nabierała barwy szarosinej, stawała się pergaminowata, stwardniała i łuszczyła się i była podatna na zakażenia świerzbem. Głowa nabierała wyglądu wydłużonego z wyraźnymi obrysami kości jarzmowych i oczodołów. Przytępiony był słuch i wzrok. Reakcje były zwolnione, więźnia ogarniała apatia i senność. Obojętniał, stawał się nieczuły na  otoczenie i  umierał najczęściej we śnie lub podczas akcji szpilowania. Z daleka taka grupa chorych robiła wrażenie modlących się Arabów  i zapewne dlatego w języku obozowym takich więźniów nazywano muzułmanami (Muselman)5.

Grabież mienia więźniów

      Świadkowie wielokrotnie mówili o grabieży mienia więźniów na masową skalę. Organizowała je administracja obozowa, kierowana przez Karla Möckla. Od chwili przybycia do obozu skonfiskowane mienie przechodziło na własność III Rzeszy. Były to nie tylko produkty żywnościowe i przedmioty osobistego użytku (okulary, protezy, buty, ubrania), ale przede wszystkim kosztowności, a więc brylanty, perły, korale, wyroby ze złota i różne cenne precjoza. Niemcy roztaczali przed wywożonymi z gett Żydami miraże osiedlenia się na nowych żyznych terenach, toteż zabierali oni ze swojego majątku rzeczy najbardziej przydatne w nowym miejscu zamieszkania czyli głównie pieniądze i kosztowności. Bagaż nie mógł wprawdzie przekroczyć 50 kg, ale i tak lekarze zabierali ze sobą instrumenty medyczne i medykamenty, dentyści fotele dentystyczne, jubilerzy, szewcy, zegarmistrze, krawcy wyposażenie swoich warsztatów, nawet aparaty rentgenowskie. Na rampie Żydzi nie byli świadomi że zostają ograbieni z  mienia. Po wejściu do komory gazowej pozostawione mienie poddawano sortowaniu i na ciężarówkach przewożono do  kilkudziesięciu magazynów noszących oficjalną nazwę effekten lager, a w gwarze więźniarskiej zwanych Kanada – od nazwy kraju dobrobytu za jaki uchodziła Kanada. Zwłoki więźniów po zagazowaniu skrupulatnie przeszukiwano, ściągano biżuterię, wyrywano zęby wykonane ze szlachetnych metali, zdejmowano  obrączki, niejednokrotnie wyłamując palce.  Wartość samych brylantów wywiezionych z Auschwitz do Berlina przekroczyła 1 miliard marek6.

Wykorzystywanie zwłok ludzkich

       Hitlerowcy wymyślili, że zabijanie politycznych, rasowych, prawdziwych czy wyimaginowanych wrogów III Rzeszy powinno także prowadzić do ekonomicznych zysków w wyniku utylizacji zwłok ofiar. Ze zwłok można było pozyskać złoto dentystyczne. Metale szlachetne z uzębienia usuwali dentyści zatrudnieni w szpitalu obozowym, a przy komorach gazowych i krematoriach specjalne drużyny robocze (Sonderkommandos) składające się z więźniów dentystów, pracujących pod nadzorem esesmanów. Z zagazowanych zwłok usuwali oni metalowe zęby, wyłamując je (ze względu na tempo) niejednokrotnie razem z dziąsłami. Posługiwali się obcęgami, dłutami dentystycznymi i łomami. Aby oczyścić krwawy łup z dziąseł i masy kostnej wkładano go na pewien czas do pojemników z kwasem solnym, a potem przetapiano w sztaby o wadze ok. 05-1 kg, albo w krążki o wadze 149 gramów. Ze 100 000 zwłok uzyskiwano 53,5 kg szlachetnego metalu  (złoto, platyna).

       Wartościowym surowcem przemysłowym do wyrobu filcu i przędzenia nici, zwłaszcza z wyczesanych i ściętych włosów kobiecych były włosy ludzkie o długości minimum 2 cm. Wykonywano z nich stopy pończoch dla załóg niemieckich łodzi podwodnych i pończochy filcowe dla kolejnictwa. Włosów ludzkich używano także do produkcji bomb z opóźnionym zapłonem, jako element mechanizmu zapłonowego, a także do produkcji powrozów i lin okrętowych, materaców i ubrań. W Bełżcu, Sobiborze i Treblince pozbawiano kobiety włosów tuż przed wejściem do komory gazowej. W Auschwitz obcinano włosy  zagazowanym zwłokom. Utylizacją włosów ludzkich zajmowały się zakłady przemysłowe w Sudetach i Bremie. Jeden z zatrudnionych tam  więźniów - pracowników zeznał, że widział przywiezione warkocze, niektóre gęsto zaplecione, inne cienkie dziewczęce. Do niektórych przypięte były małe metalowe monety z napisami greckimi. Przy niektórych włosach zwisały jeszcze kawałki skóry ludzkiej.

       Kości ze spalonych w krematoriach zwłok rozdrabniano drewnianymi tłuczkami. Razem z popiołem zasypywano tym materiałem zagłębienia terenowe i bagna. Rozsypywano je także jako nawóz na pola obozowych gospodarstw rolnych, wokół rosnących warzyw, albo jako kruszywo do naprawy dróg obozowych, lub jako izolację cieplną w budynkach obozowych.

       Ciało ludzkie jako darmowy materiał służyło do eksperymentów lekarskich o czym była już wyżej mowa. Kolekcję szkieletów b. więźniów oświęcimskich wykonano dla Instytutu Anatomii Uniwersytetu Rzeszy w Strasburgu7.

     Materiał dowodowy nie wykazał jednak, aby w Auschwitz produkowano mydło z ludzkiego tłuszczu, a z wyprawionej ludzkiej skóry abażury, rękawiczki, torebki, portfele – jak to robiono np. w Buchenwaldzie na polecenie osławionej Ilse Koch, żony komendanta obozu.

oskarżony Karl Mockel

Meine Ehre heisst Treue

       Materiał dowodowy wykazał, że ludzie w mundurach SS, spod znaku swastyki  dopuszczali się strasznych, odrażających i sprzecznych z naturą człowieka czynów.  Historycy, prawnicy, psychoanalitycy powinni wyjaśnić jak do tego mogło dojść. Czy sądzeni w procesie krakowskim zbrodniarze byli mordercami-zboczeńcami, dziedzicznie obciążonymi sadystami czy ludźmi normalnymi ?  Jak wynika z opracowań naukowych na ten temat, wspomnień więźniów i wyjaśnień samych oskarżonych odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. 

        Każdy członek SS składał przysięgę : Ślubuję tobie, Adolfie Hitlerze, jako führerowi i kanclerzowi Rzeszy i wyznaczonym przez ciebie przełożonym, aż do śmierci wierność, odwagę i posłuszeństwo. Tak mi dopomóż Bóg. I każdy esesman nosił  na klamrze swojego pasa wyryte hasło Meine Ehre heisst Trele (Mój honor  nakazuje wierność).  Wierność czyli posłuszeństwo. Według instrukcji światopoglądowej obowiązującej w SS było to posłuszeństwo szczególnie trudne, bo pochodziło ono z dobrowolności i wymagało poświęcenia führerowi wszystkiego co człowiek posiadał, a więc dumy osobistej, czci, szacunku, wszystkiego co dla człowieka było drogie.

       Miała więc to być ślepa wierność bez żadnego ociągania się i nawet za cenę przezwyciężenia wewnętrznych trudności i posłuszeństwo bojownika, który czyni więcej niż tego wymaga obowiązek. Nie tylko elita SS, ale każdy esesman  wierzył głęboko, że należy do awangardy, że jest prekursorem nowych czasów, że musi spełniać trudne zadania nie w oparciu o tradycyjny system wartości  lecz ten który jest tworzony przez narodowy socjalizm. Idolem był Adolf Hitler. Fascynacja führerem w warunkach obozu koncentracyjnego łączyła się z samomasochizmem. Zdaniem psychoanalityków ideał posłuszeństwa wywoływał lęk przed winą, a więc był neutralizowany nadgorliwą uległością. Wykonywanie woli idola nie było już odczytywane jako presja czy ciężar, ale jako upojenie. Bycie posłusznym stawało się przyjemnością i oznaczało bycie twardym dla siebie i innych. Kto jest twardy wobec siebie ma prawo być twardym wobec innych i mścić się za ból, którego nie wolno mu okazać i który musi w sobie tłumić.

Z zeznań świadków na tym procesie można wyłowić wiele takich właśnie przykładów zachowania się hitlerowskich zbrodniarzy. Podam jedynie dwa – moim zdaniem - najbardziej charakterystyczne.

Piesek Ericha Muhsfeldta

       Erich Muhsfeldt szef krematorium był jednym z najbezwzględniejszych i najokrutniejszych funkcjonariuszy obozowych. 15 listopada 1941 r. został przeniesiony z Auschwitz do budującego się obozu koncentracyjnego na Majdanku. Miał on w obozie ukochanego pieska. Nie mógł jednak zabrać ze sobą swojej żywej maskotki, a jednocześnie nie chciał oddać go pod opiekę swoim kolegom. Wziął więc łaszącego się do niego pieska na ręce zbliżył się do pieca krematoryjnego i w pewnej chwili błyskawicznym ruchem rzucił zwierzę w płomienie. Obserwujący tę scenę zauważył łzę w oku zbrodniarza.  Kapo Heinz Stalp zatrudniony na Majdanku, a po wojnie odpowiadający w pierwszym procesie zbrodniarzy Majdanka toczącym się w Lublinie późną jesienią 1944 r. opowiedział o strasznej scenie wrzucenia do pieca krematoryjnego przez tego zwyrodnialca żywej kobiety.

Oskarżony Erich Muhsfeldt

Maria Mandel i dziecko cygańskie

      Zeznająca na procesie Zofia Ulewicz nr obozowy 30700 opowiedziała historię pewnego cygańskiego dziecka w obozie. Mówiono, że jego ojciec był w Niemczech królem Cyganów. Oboje rodzice zginęli w komorze gazowej Auschwitz. Chłopczyk – maleńkie dziecko mówił tylko po niemiecku. Esesmani lubili go bardzo, pieścili i wozili na koniu. Zainteresowała się nim Maria Mandel – komendantka obozu kobiecego. W grudniu 1943 r. Zofia Ulewicz widziała jak Mandel woziła cyganiątko na saneczkach. Był owinięty w koce i przywiązany do saneczek. Umyślnie przewracała saneczki, podnosiła i śmiała się głośno. Cyganiątko też się cieszyło i śmiało.

Oskarżona Maria Mandel

      Ciąg dalszy tej historii można przeczytać w książce Fanii Fenelon p.t. „Grałam w orkiestrze Auschwitz”. Oto jej fragment : Kiedyś na próbie orkiestry kobiecej zaanonsowano : Lagerfuhrerin Mandel !!!. Weszła z dzieckiem w ramionach. Ubrała je przepięknie, jakby to był mały milioner. Nosił niebieskie ubranko, urocze spodenki i bluzeczkę. Był śliczny. Spojrzenie pełne ufności kierował do niej i ukazując perełki ząbków szczebiotał. Ona wdzięcząc się, odpowiadała : nein, nein !

-          Piękny prawda ? – pyta.

Dziecko kręci się, żwawo drepce, znowu wspina się po jej udach, a ona nie troszczy się, że te malutkie buciki brudzą jej, tak zawsze starannie utrzymana spódnicę uniformu służbowego. Mały objął ją rączkami za szyję, całuje, a usteczka ma umazane w czekoladzie. Po raz pierwszy, pełne niedowierzania, widzimy, że Mandel śmieje się.

       Parę dni później, wieczorem, gdy wiał wiatr, a krople deszczu uderzały w nasze okna – pisze Fania Fenelon – weszła Mandel okryta dużą szarą peleryną. Nienormalnie blada, z zapadniętymi, podkrążonymi oczami – i zażądała wykonania duetu z Madame Butterfly  Pucciniego. Czy słuchała ? Usta zaciśnięte, twarz zamknięta, wydawała się nieobecna. Po zakończeniu śpiewu milcząc odeszła. Następnego dnia Renata przyniosła wiadomość o tym, że Mandel osobiście odniosła dziecko do komory gazowej. Czy ta gorliwość  miała uczynić ją jeszcze bardziej twardą ?

Jestem niewinna oświadcza Maria Mandel

Załoga obozu

         Eugen Kogon wskazuje, że dla funkcjonariuszy SS nie potrzebna była wiedza, a tylko świadomość – świadomość panowania, którą w praktyce realizowano bezwzględnością postępowania, surowością, sianiem grozy, hańbieniem autorytetów. Świadomość nie potrzebowała wiedzy i krytycznego sposobu myślenia. Taka wiedza mogła by zasiać wątpliwości. Potrzebne były tylko polityczne dogmaty. Nie było więc wątpliwości iż przywódcy Rzeszy i wszyscy przełożeni działają w sposób słuszny. Trzon załóg obozów koncentracyjnych stanowili esesmani przygotowywani latami w szkole obozów koncentracyjnych Teodora Eickego w Dachau. Taką szkołę Eickego przeszli siedzący na ławie oskarżonych w procesie krakowskim Hans Aumeier i Karl Mőckel a także komendanci KL Auschwitz  Rudolf Hoss sądzony w Warszawie i Josef Kramer sądzony w procesie załogi Belsen w Lüneburgu. Inni trafiali do KL Auschwitz nieraz zupełnie przypadkowo jak np. Erich Dinges czy Richard Bock, Stefan Baretzki, Włodzimierz Bilan, a nawet osławiony Oswald Kaduk.  Niektórzy hitlerowscy dygnitarze po wojnie przyznawali, że do pełnienia zadań wartowników w obozach koncentracyjnych wybierano ze szczególną premedytacją notorycznych pijaków, kryminalistów ze zmilitaryzowanych oddziałów NSDAP. Dokonywano doboru „podczłowieczeństwa”, doboru negatywnego do pełnienia zadań politycznych. Przyznał to sam Rudolf Hoss, że Auschwitz stawał się stopniowo śmietniskiem, gdzie pozbywano się zbytecznego elementu z personelu Inspektoratu Obozów Koncentracyjnych.

       Oczywiście pewien procent takich ludzi wchodził w skład załogi, ale większość stanowili normalni ludzie, którzy dokładnie potrafili odróżnić dobro od zła. Ci którzy mieli sadystyczne skłonności mogli być kierowani na stanowiska dające im bezpośredni kontakt z więźniami i tych najlepiej zapamiętali zeznający na procesie jako świadkowie byli więźniowie.  Ogromna większość esesmanów na wieżach strażniczych, czy konwojujących komanda robocze była anonimowa. Pod koniec wojny do pracy w obozach koncentracyjnych kierowano żołnierzy Wehrmachtu. Trudny był także werbunek kobiet na stanowiska nadzorczyń. Niektóre jak Mandel zgłaszały się dobrowolnie zachęcone perspektywą dobrych zarobków. Pod koniec wojny z tym naborem było coraz trudniej a zatem stosowano nabór przymusowy  spośród pracownic zakładów zbrojeniowych, biur zatrudnienia.

       Pod względem wykształcenia, pochodzenia, mentalności byli to ludzie, którzy  odpowiadali temu czego od nich oczekiwano. W Auschwitz zostali skonfrontowani z perfekcyjnie działającym aparatem masowej zagłady i każdy z nich w większy czy mniejszy sposób został w te tryby wpleciony i stanął pomiędzy Scyllą i Charybdą. Sam Himmler przewidział taka sytuację i powiedział do oficerów SS : Polecenie, które organizacja musiała wykonać (chodzi o mordowanie kobiet i dzieci) jest najtrudniejsze ze wszystkich dotychczasowych. Można stać się niezmiernie surowym, bezdusznym, nie zważać na życie ludzkie, albo stać się mięczakiem i zadręczać się aż do załamania nerwowego. A wy wykonaliście zadanie, bez poniesienia uszczerbku na duszy i umyśle.

      Żaden członek załogi oświęcimskiej nie chciał być uznany za mięczaka. Zagłada była rzeczą straszną, ale trzeba umieć być twardym, gdy chce się dokonać czegoś wielkiego. I tak widziano wielkość Hitlera, że potrafi on być przywódcą twardym zmierzającym do celu, który uznał za jedynie słuszny. Taka twardość i bezwzględność była wystarczającym kryterium wartości i służyła zagłuszaniu sumienia.

      Niewykonanie rozkazu wojskowego pozostawało poza wszelką dyskusją  - mówił na procesie załogi Belsen wspomniany wyżej Josef  Kramer, a dr Entress dodał : Wszystkim nam przychodziło na myśl, że eksterminacja ludzi nie była właściwą drogą. Nie było jednak siły, aby to zmienić. Nikomu nie przychodziło na myśl, że nie można było nie wykonać rozkazu. A gdybym ja tego nie uczynił, to uczyniłby to ktoś inny, a ja zostałbym ukarany.  Podobnie tłumaczył się adjutant Hőssa Höcker, którego album fotograficzny z „wesołych chwil w Auschwitz” z udziałem Hössa, Kramera, dr Mengele i obozowych nadzorczyń opublikowany został w 2007 r. na internetowym portalu Spielberga.

      Poprzez umundurowanie zbrodniarzy wszystkie rozkazy nabierały wojskowego : rozkaz jest rozkazem. I były wytłumaczeniem przed samym sobą. Do tego dochodziła totalna i monotonna propaganda narodowych socjalistów o walce na śmierć i życie z Żydami, która jest prawem natury podobnie jak walka człowieka z zarazą, z bakteriami dżumy. W toku powojennych procesów padały tłumaczenia : Pozbawiano nas funkcji myślenia, robili to za nas inni. Wbijano nam do głowy, że Żydzi są wszystkiemu winni, że są naszym nieszczęściem. 

                                                                                                Stanisław Kobiela

Przypisy :



1 Antoni Kępiński, Refleksje oświęcimskie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1995

2 tamże

3 Prof. Olbrycht podaje, że wartość kaloryczna w polskich więzieniach przed 1939 r. wynosiła 2400 kalorii dziennie, a dla pracujących fizycznie od 3000 do 4500 kalorii dziennie.

4 zob. Janusz Gumkowski, Tadeusz Kułakowski, Zbrodniarze hitlerowscy przed Najwyższym Trybunałem Narodowym, Warszawa 1967 s. 123

5 W Dachau takich więźniów w bawarskim dialekcie nazywano „kretynami”.

6 por. Andrzej Strzelecki, Grabież mienia ofiar KL Auschwitz [w: Zeszyty Oświęcimskie nr 21, 1995]

7 zob. Andrzej Strzelecki, Wykorzystywanie zwłok ofiar obozu [w: Zeszyty Oświęcimskie nr 21, 1995]


Back to top