Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button
 

Proces załogi KL Auschwitz-Birkenau w Krakowie w 1947 r. część IV. 

 WIELKIE POLOWANIE NA NAZISTÓW (1)

Wstęp

Stunde zero

       Niemcy określali zakończenie wojny i powojenne miesiące terminem: Stunde zero (godzina zero). Sugerował on, że wszystko co się dotąd działo zostało starte, a historia jeszcze raz powinna ruszyć z miejsca. Wraz ze śmiercią Hitlera wojna się nie skończyła, gdyż wygaszanie wojennego konfliktu trwało jeszcze wiele miesięcy i lat. Słusznie pisze autor tych słów Keit Love, w książce Savage Continent, że Europa po II wojnie światowej przypominała dziki kontynent1, że w okupowanych Niemczech w 1945 r. nie istniały żadne instytucje, nie było prawa i porządku,  panował chaos, głód i strach. Nie było poczucia dobra i zła.
Najbardziej porażające były obozy koncentracyjne, o których istnieniu dopiero teraz dowiedział się świat.
      Na obszar okupowanych Niemiec wchodziło dopiero prawo okupacyjne, nastawione na bezterminową kontrolę i okupację. Uznawano, że im dłużej będzie trwała okupacja tym szerszy będzie zakres spraw wymagających uregulowania przez ustawodawstwo okupacyjne.
Zbrodnie wojenne w latach 1939-1945 przybrały takie rozmiary, że w prawie międzynarodo wym zabrakło podstaw do ich zakwalifikowania. Należało poszukiwać takich aktów prawa, które przed 1939 rokiem stanowiły wspólną podstawę prawa międzynarodowego uznawanego powszechnie. Była nią Konwencja Haska IV z 1907 r., uznana także przez państwa “systemu Osi”. Należało określić tylko zasady procedury i represji karnej, definiując różne kategorie zbrodni wojennych. Piszę o tym w kolejnych częściach artykułu.
      Reichsfűhrer  SS Heinrich Himmler robił wszystko, aby ukryć Holokaust, zrównać z ziemią dowody jego istnienia i zniszczyć wszystkich świadków, którzy mogliby teraz zaświadczyć o hitlerowskim ludobójstwie.
      Pomimo sygnałów docierających od 1940 r., mimo szczegółowych raportów rotmistrza Witolda Pileckiego z 1943 r. o tym co działo się w KL Auschwitz, Amerykanie sceptycznie odnosili się do tych wieści. Także  brytyjska opinia publiczna,  zgodnie z instrukcją Ministerstwa Informacji, nie była  należycie informowana o niemieckich okrucieństwach i ich prawdziwym rozmiarze.  Mowa Antony’ego Edena, wygłoszona w parlamencie 17 grudnia 1942 r. jest tego najlepszym potwierdzeniem. Może chodziło o to, aby społeczeństwo nie oczekiwało na szybką i należytą reakcję.
     Nawet po odkryciu przez Rosjan obozu zagłady na Majdanku pod koniec lipca 1944 roku
i ujawnieniu zbrodni ludobójstwa w tak skondensowanej postaci, opisanej przez korespondenta “Sunday Times’a” Alexandra Wertha, opinia publiczna Zachodu odniosła się bardzo powściągliwie do tego reportażu uznając go, za “wymysł radzieckiej propagandy”.

Otwierają się bramy obozów koncentracyjnych

     Dopiero kiedy zachodni alianci otworzyli bramę obozu Natzweiler-Struthof w Alzacji, zobaczyli komory gazowe, zbiór szkieletów Żydów na Uniwersytecie we Strasburgu, weszli do Dachau i Bergen-Belsen, wówczas groza tego do czego zdolni byli narodowi socjaliści w III Rzeszy rozprzestrzeniła się lotem błyskawicy.

www.youtube.com/watch?v=8FASm1SupaE

Po wyzwoleniu KL Ohrdurf, jednego z podobozów  Buchenwaldu gen. Dwight Eisenhover, naczelny dowódca Sojuszniczych Sił Ekspedycyjnych z generałami Bradleyem i Pattonem odwiedzili obóz 12 kwietnia 1945 roku. Eisenhover chciał, aby jego koledzy obejrzeli każdy zakamarek obozu, aby przekonali się, że to nie jest propaganda. Widzieli narzędzia tortur, izby wypełnione po sufit zwłokami, części ciał spalone w wielkim dole. Kiedy gen. Patton, przyzwyczajony do strasznych widoków na polach bitewnych,  zobaczył wystające z zielonej wody nogi ludzkie, wyszedł za szopę i zwymiotował.  Kolejnym dowodami były obozy w Nordhausen i Dachau.

www.youtube.com/watch?v=FMEkEGaDK6g

www.youtube.com/watch?v=DXMqEpp3gSQ

 

Cztery relacje z wyzwolenia KL Dachau

     Po otwarciu 50 towarowych wagonów stojących na bocznicy w Dachau żołnierze 45. Dywizji przekonali się, że 2000 więźniów nie żyje2. Keit Lowe pisze, że amerykańscy żołnierze przygotowani psychicznie do walki, odporni na stres, trupy i zakrwawione ciała, nie mogli przejść obojętnie wobec tych okrucieństw – pisze Keit Lowe we wspomnianej wyżej książce
(s. 119). Porucznik Walsh ze 157. pułku 45 Dywizji zaprowadził czterech esesmanów którzy się poddali do tych wagonów i wszystkich zastrzelił.  Po oddzieleniu żołnierzy Wehrmachtu od esesmanów, [może na podstawie mundurów a może tatuażów SS – przyp.S.K.],  ustawił  esesmanów przed składem węgla, a drużyna strzelców otworzyła do nich ogień, kładąc wszystkich trupem. 17 esesmanów zastrzelono przy drutach okalających obóz. Około 50. zatłukli na śmierć sami więźniowie przy pomocy amerykańskich żołnierzy, którzy dawali więźniom do rąk bagnety. To była krwawa jatka. Amerykanie przeprowadzili śledztwo w tej sprawie, ale żaden amerykański żołnierz nie stanął przed sądem za złamanie konwencji genewskiej w sprawie  traktowania jeńców wojennych.
     Szkoda, że Keit Lowe nie dotarł do bardziej wiarygodnych źródeł, przede wszystkim do dokumentalnego dzieła Teodora Musiała Dachau 1933-1945 wyd. Katowice w 1971 r. i Listów z Dachau tego samego autora i książki Tadeusza Gędziorowskiego Dachau, Warszawa 1961
(s. 181-183). Wyzwolenie Dachau zaplanowane na 30 kwietnia 1945 r. nastąpiło kilka godzin wcześniej, jak twierdzi Teodor Musiał, dzięki temu, że Międzynarodowy Komitet Obozowy zorganizował ucieczkę dwóch niemieckich więźniów, z których jeden dotarł 28 kwietnia do gen Fredericka, dowódcy 45 Dywizji, wchodzącej w skład 7 armii USA gen. Alexandra Patscha. Generał obiecał przyspieszyć uwolnienie więźniów. Gdyby obóz został wyzwolony kilka godzin później, to żołnierze zobaczyliby dodatkowe 32 000 trupów więźniów, których z rozkazu Himmlera miała zlikwidować Dywizja Waffen SS ”Wiking”, zdążająca od Monachium w kierunku Dachau.  Pierwsze jeepy 157 pułku 45 Dywizji podjechały 29 kwietnia 1945 r. o godzinie 17.15 pod bramę główną. Esesmani ze środkowej wieży oddali w stronę samochodów serię z karabinu maszynowego, mimo, że na wieży powiewała biała flaga. Łaziki zawróciły. Po chwili podjechały czołgi mjr Bradleya i kilkoma wystrzałami uspokoiły wieżę. Spadł z niej jeden esesman, a reszta poddała się.
    Wg Tadeusza Gędziorowskiego interwencja amerykańska nastąpiła wyłącznie z inicjatywy dowódcy patrolu, który na własną rękę zboczył od większej jednostki w stronę Dachau. Dowódcą tego patrolu mógł być por. Joyce. W różnych relacjach amerykańskich korespondentów wojennych patrol ten [a może dwa niezależne patrole – przyp. S.K.] liczył 24 lub 45 żołnierzy. Mieli oni podejść do rzeki Amper, płynącej koło obozu i czekać do nocy, ale na bocznicy zauważyli pociąg widmo. Sierżant z tego patrolu wspomina:

          Na peronie, na torach i w otwartych wagonach towarowych walały się setki trupów,  ludzkich
                szkieletów w obozowych pasiakach. Dużo widzieliśmy i przeżyli ja i moi  chłopcy – mówił sierżant
                z tego patrolu. Ciągle idziemy w przedniej straży. Słyszeliśmy o bestialstwie Niemców, zwłaszcza  SS
                w obozach koncentracyjnych, ale  co innego słyszeć, a co innego oglądać samemu. Nie wierzyliśmy
                własnym oczom.  Potem ogarnęło nas oburzenie i wściekłość i coraz większy niepokój o los tamtych
                w obozie. Odbyliśmy krótką naradę i stwierdziliśmy, żeby nie czekać, mimo wyraźnego zakazu.
                Wszyscy zgłosili się na ochotnika. Nasz dowódca połączył się ze swoim przełożonym  i zameldował,
                że rusza na obóz i szybko wyłączył się, by nie usłyszeć odmiennego rozkazu.

     W sprawie wyzwolenia obozu jest więc kilka różnych relacji, a ze wspomnień czekających na wyzwolenie więźniów (zamkniętych w barakach na polecenie SS) amerykańskich żołnierzy widziano z różnych stron. A więc akcje te (frontalna, małego patrolu i 45 osobowego patrolu) mogły nastąpił jednocześnie lub z kilkuminutowymi różnicami. W obozie pozostali esesmani niskich rang, gdyż ci bardziej znaczący dawno już uciekli.
     Załoga obozu zdając sobie sprawę z beznadziejności położenia wywiesiła białe flagi. Stu esesmanów było na wieżach, a dwustu ukryło się w esesmańskiej części obozu. Siedmiu wartowników zeszło z wieży z której strzelali do amerykańskich żołnierzy. Obok stało szesnastu, a nieco dalej osiemnastu.Broń złożyli na kupki przy ścieżce.

          Jeden rewidował po kolei Niemców, a drugi żołnierz z karabinem w ręku go ubezpieczał. Kiedy obmacywał
          wewnętrzną i zewnętrzną stronę nogawki trzeciego rosłego esesmana i schylił się do cholewy jego buta,
          esesman błyskawicznym ruchem sięgnął za pasek od spodni, wydobył czarnego Walthera i oddał  do
          schylonego żołnierza trzy momentalnie po sobie następujące strzały.Drugi żołnierz nie spodziewał się
          tego, a nim się zreflektował było już za późno. Esesman stał z dymiącym rewolwerem w dłoni, a u jego
          stóp osuwał się martwy żołnierz amerykański. Niemiec strzelił do żołnierza z karabinem Amerykanin
          zakołysał się w biodrach, cofnął o krok do tyłu, nacisnął spust i długą seria z pistoletu maszynowego
          przejechał po wszystkich stojących w szeregu Niemcach. |Osuwali się i padali na ścieżkę jak podcięte
          dojrzałe kłosy. Szaleńczy odruch jednego fanatyka zdecydował o losie wszystkich wartowników. Innych
          Niemców rozstrzelali więźniowie Rosjanie z karabinów, które zabrali z leżącego stosu koło ścieżki,
          a Amerykanie rozwścieczeni incydentem temu nie przeszkadzali.
 
       Wyzwoleniu obozu sprzyjała jeszcze ta okoliczność, że stacjonująca pod Monachium 
[18 km. od Dachau - przyp. S.K] Dywizja Waffen SS-“Wiking”, która zgodnie z rozkazem Himmlera miała 29 kwietnia otoczyć obóz o godzinie 21.00 i zlikwidować wszystkich więźniów i maszerowała już do Dachau, napotkała na silne oddziały 7 armii amerykańskiej, głównie 42 Dywizję czołgów gen. Lindena, która zmusiła Niemców do wycofania się3.

KL Belsen

       W wyzwolonym przez Brytyjczyków KL Belsen było inaczej. Komendant Josef Kramer [który wcześniej tj. od 1 maja do 31 grudnia 1944 r. był komendantem KL Auschwitz – przyp.S.K.], esesmani i nadzorczynie obozowe nałożyli białe opaski na rękawy mundurów, na znak, że się poddają. Powitanie  było dość serdecznie, bo uśmiechnięty Kramer ciepło witał Brytyjczyków. Dopiero po odkryciu okropności tego miejsca wzajemne relacje diametralnie się zmieniły. Kramera zakuto w kajdany i pilnował go stale żołnierz z karabinem. 
       Esesmanów i nadzorczynie zapędzono do chowania rozkładających się zwłok. Setki ich leżało na otwartej przestrzeni, a wokół nich żywi jeszcze pełzający więźniowie, usiłowali znaleźć coś do zjedzenia. Otwarcie magazynów i rozdanie zgromadzonych zapasów wygłodniałym więźniom przyczyniło się do śmierci jeszcze wielu więźniów.


www.youtube.com/watch?v=89OvMy2z_Mo (Bergen Belsen Liberation)
www.youtube.com/watch?v=-1LsN3NC_8o
www.youtube.com/watch?v=M7a_9fzh5IM


      Zwłoki wrzucano do ogromnego, wykopanego buldożerem, dołu. Nie było to zadanie łatwe, tym bardziej, że nie dano im ani rękawic ani odzieży ochronnej i musieli to robić w gorącym słońcu i pełnym umundurowaniu. Każdy, kto próbował osłonić ręce jakimiś szmatami otrzymywał cios kolbą karabinu. Przyszło wielu więźniów oglądać grzebanie zmarłych. Na jednej z kronik filmowych pokazuje się młoda dziewczyna, która wygrażając nadzorczyniom woła “Za nasze młode lata”.
     Esesmani wlekli nagie lub półnagie  zwłoki na plecach. Nad rowem przejmowały je nadzorczynie, ciągnęły po ziemi i po rozhuśtaniu zrzucały w dół. W dole też musiało być kilku Niemców, aby zrzucone zwłoki układać  równo w dole. Jeden z brytyjskich żołnierzy wspomina:

      
Nasi chłopcy zmuszali ich do zdwojonego wysiłku. Walili ich kolbami karabinów dźgali bagnetami.  Jednego
         z esesmanów pracującego w dole przywaliły zrzucane z góry zwłoki. Po wielu wysiłkach jakoś się wygrzebał
         i chciał uciekać. Został więc postrzelony, oddany jeszcze żywy w ręce esesmanów, którzy go także
        rozhuśtali i wrzucili do dołu, z którego już drugi raz się nie wydostał.
 
      Odkrycie obozów koncentracyjnych w znacznym stopniu zmieniło perspektywę moralną, bo usprawiedliwiało bombardowanie niemieckich miast, gwałty dokonywane przez Rosjan.  Można więc było wykorzystać propagandowo to co obozy te ujawniły. Piętno wojny odcisnęło się także na wyzwolicielach.

Zemsta ofiar – odwet - sprawiedliwość

     Jeśli żądza zemsty ogarniała żołnierzy, którzy wyzwalali obozy, to trzeba odnieść się do odczuć więźniów wobec swoich bezpośrednich prześladowców. We wspomnieniach byłych häftlingów ten wątek był niejednokrotnie poruszany, ale przez większość naszych historyków wstydliwie omijany, jakby  polscy czy żydowscy więźniowie mieli być nierealnymi symbolami miłosierdzia, przebaczenia i litości. Rzeczywistość była inna, a najlepiej przedstawiają ją wyniki ankiety przeprowadzonej w 1981 r. przez redakcję Przeglądu Lekarskiego “Oświęcim”4.
     Odpowiedzi otrzymane od 91 mężczyzn i 24 kobiet obfitujące w liczne, szczegółowe opisy ich własnych zachowań oraz reakcje obozowych  kolegów czy koleżanek pozwalają na  wysnucie wniosku – jak piszą autorzy – “o potrzebie ciągłego przypominania i uświadamiania do czego zdolny jest człowiek. Aby zapobiec  powtarzającemu się zezwierzęceniu jednostek i organizacji ludzkich – trzeba stale i systematycznie dawać świadectwo tamtym klasycznym czasom pogardy”.
     Pamiętamy początek filmu Andrzeja Wajdy “Krajobraz po bitwie” z 1970 r. z Danielem Olbrychskim i Stanisławą Celińską, kiedy to w wyzwolonym przez Amerykanów obozie wzdłuż obozowych drutów i w muzycznym tle “Wiosny” Antoniego Vivaldiego ucieka jakiś wypasiony obozowy kapo, a za nim biegną więźniowie żądni odwetu. Po chwili kapo potyka się i wpada do jakiegoś obozowego grzęzawiska i wdeptywany przez więźniów tonie w nim. Podobnych scen w wyzwolonych obozach było wiele. Jeden z byłych więźniów wspomina:
 
       Rosjanie dali nam dwadzieścia cztery godziny, żebyśmy zrobili z Niemcami co chcemy, nawet zabijać Niemców. Krew  lała się strumieniami.

Polski Żyd z Belsen wspominał, że Brytyjczycy pozwalali “wziąć pomstę”, ale po jakimś czasie powiedzieli, ze dość tego. Pewien więzień z Nordhausen ważył  tylko 36 kg. Miał kłopoty z chodzeniem, więc  Amerykanie przydzielili mu esesmana, aby służył mu jako “koń” Jakiś czas esesman na czworakach usługiwał więźniowi, ale niedługo więźniowi zrobiło się żal Niemca i zrezygnował z tej możliwości.  W omawianej ankiecie możemy przeczytać o śmierci “Krwawego Alojza” i rapportführerin z KL Auchwitz Margot Drechsler na szubienicy w Bautzen (Budziszynie), zajętym przez wojska radzieckie, o wyrzucaniu esesmanów z pędzących pociągów etc.  Jedna z byłych więźniarek opisuje w ankiecie (s. 48) takie zdarzenie:

       Byłe więźniarki  złapały esesmankę, która się poprzednio nad nimi znęcała, wykrzykiwały: “tyś zabiła moją
       matkę, tyś zamordowała moją siostrę!” Teraz był czas na zemstę. Bita przez więźniarki, krwawiąca, konała
       przez  parę godzin, aż żołnierz amerykański strzałem ukrócił jej niecne życie. Nie mogłam na te sceny
       patrzeć. Uważałam, ten odruch zaszczutych kobiet za zezwierzęcenie i jakiś stan patologiczny. Zemsta –
       straszna rzecz
.

Identyfikacja i internowanie zbrodniarzy

     Masowe wędrówki uchodźców dawały znakomitą osłonę zarówno dla tych, którzy szukali pomsty jak również dla uciekających zbrodniarzy. W ostatnim etapie marszów śmierci nadzorczynie obozowe kupowały od wygłodzonych i wymęczonych długą drogą więźniarek  pasiaki, za jedzenie albo parę butów, bo pasiak mógł być teraz dla obozowych katów przepustką do wolności. Wśród chaosu powojennej Europy  ci ostatni rozpierzchli się na wszystkie strony, wtapiali w tłum, udawali ofiary kacetów,  zwykłych obywateli, podejmowali cywilne zawody byle tylko ujść przez wymiarem sprawiedliwości. Alianci dopiero w sierpniu 1945 r. uzgodnili jak ich identyfikować, jak zatrzymywać podejrzanych i gdzie organizować dla nich obozy internowania i wytyczne te wysyłali do właściwych służb.
     David Stafford podaje wiele ciekawych przykładów  identyfikowania i aresztowania zbrodniczych nazistów5.  Czasem decydował zwykły przypadek,  czasem puszczały nerwy poszukiwanych.  Tak właśnie schwytany został Julius Streicher, wydawca propagandowego pisma hitlerowskiego “Der Sturmer”. Z siwą brodą, w niebieskiej koszuli bez kołnierzyka siedział przy sztalugach przed wiejska chałupą.  Może coś malował albo udawał, że maluje. Kiedy zatrzymał się samochód amerykańskiej 101 Dywizji Powietrznodesantowej i oficer chciał się napić mleka wywiązała się rozmowa po niemiecku. Oficer zażartował:  Wygląda pan jak Julius Streicher, na co zagadnięty, wyraźnie podenerwowanym zapytał: Jak pan mnie poznał? Julius Streicher był sądzony w procesie norymberskim, skazany na śmierć
i został powieszony.

www.youtube.com/watch?v=vQR7NgcjM9Q

www.youtube.com/watch?v=wMYdKWduUJs


      Często poszukiwanych wydawali ich rodacy, aby wkraść się w łaski zwycięzców, albo okazać spóźnioną nienawiść do upadłego reżymu. Hansa Franka generalnego gubernatora dla okupowanych terenów polskich rozpoznano w  Berchtesgaden. Usiłował podciąć sobie żyły. Został odratowany tylko po to aby mógł odpowiedzieć za swoje zbrodnie na procesie norymberskim i stracić życie na szubienicy.
      Słynnego brytyjskiego lorda Hau-Hau (Williama Joyce’a)6  prowadzącego w czasie okupacji nazistowską rozgłośnię propagandową, rozpoznali żołnierze brytyjscy, którzy chcieli rozpalić w lesie ognisku. Było już prawie ciemno, gdy zobaczyli idącego przez las człowieka. Sądząc, że to ktoś miejscowy, zapytali, gdzie tutaj można znaleźć suche drewno. Mężczyzna wskazał palcem miejsce i powiedział po francusku cztery słowa: Tam jest więcej drewna. Jeden z żołnierzy, po charakterystycznym głosie, ze znanej nazistowskiej szczekaczki uświadomił sobie, że to może być ten właśnie nazistowski prezenter popularnej audycji “Germany Calling”, nadawanej z Hamburga a przeznaczonej dla odbiorców na Wyspach Brytyjskich, którego codziennie słuchało w latach 1940-1945 ok. 6 milionów słuchaczy na świecie. Zażądał dowodu tożsamości. Joyce sięgnął nerwowo do kieszeni, ale drugi żołnierz myśląc, że Joyce sięga po broń strzelił do niego i trafił w pośladek.  W szpitalu w Lűneburgu dalsza identyfikacja już nie była potrzebna, a brytyjscy żołnierze przedrzeźniając jego charakterystyczną mowę wołali za przenoszonym na noszach: Tu mówią Niemcy! Tu mówią Niemcy!

www.youtube.com/watch?v=RoPV1FOATUo
www.youtube.com/watch?v=PPJ8IGeDPq4
www.youtube.com/watch?v=YBxUtoOU080

  
     Zbrodniarze hitlerowscy, którzy za dezercję  czy niesubordynację  aresztowani byli przez SS  udawali, po uwolnieniu ofiary reżymu hitlerowskiego. Tak właśnie uratowała się nadzorczyni KL Stutthof Gerda Steinhof.  W styczniu 1945 r. wyjechała do Königsberg (Królewca), aby odwiedzić swojego męża.  W drodze powrotnej  dostała się do niewoli sowieckiej, ale po kilku dniach została uwolniona przez niemiecki oddział. W czasie strzelaniny została ranna w ramię.  Drogą morską dostała się do Gdyni. Za zasługi w eksterminacji więźniarek KL Stutthof dostała Krzyż Żelazny II klasy i awansowała na komendantkę podobozu Danzig-Holm. Miesiąc później 18 lutego 1945 r. opuściła samowolnie podobóz w Bydgoszczy  i 20 lutego 1945 r. została aresztowana tym razem przez SS i osadzona w piwnicy prowizorycznego więzienia. 28 marca 1945 r. ją Rosjanie i uwolnili jako ofiarę hitlerowców. Podjęła pracę w miejscowym szpitalu czerwonego krzyża. Dopiero 28 maja 1945 r. aresztowana została przez Polaków i osadzona w więzieniu w Gdańsku, a następnie stracona7
     Opowieść o  okolicznościach  ujawniania i aresztowania hitlerowskich zbrodniarzy wojennych można by snuć dalej, gdyż ciekawych przykładów jest  dużo więcej. Powróćmy jednak do załogi KL Auschwitz-Birkenau, komendanta Rudolfa Hössa i Reichsfűhrera SS Heinricha Himmlera. Kilka przykładów pokaże jaką drogą trafili na ławę oskarżonych, albo w jakich okolicznościach stracili życie.
 

Przypisy: 
       

1     1. Keit Lowe, Dziki kontynent. Europa po II wojnie światowej, Poznań 2013 r.

2      2. Informację o 50 wagonach pociągu-widma podaje Tadeusz Gędziorowski w książce Dachau, Warszawa 1961 s. 181-183, zob. Zygmunt Zonik, Anus Belli. Ewakuacja
i wyzwolenie hitlerowskich obozów koncentracyjnych
, Warszawa 1988 r. s.321 Natomiast Keit Lowe pisze o 39 wagonach – zob. przypis 1.

3   3.  zob. Zygmunt Zonik, Anus belli. Ewakuacja i wyzwolenie hitlerowskich obozów koncentracyjnych s.322-327.

4      4. Zenon Jagoda, Stanisław Kłodziński, Jan Masłowski Stosunek ofiar Oświęcimia-Brzezinki do prześladowców [w: Przegląd Lekarski “Oświęcim”
nr 1/1981] (s.37-62).

5      5. David Stafford,  Ostatni rozdział 1945. Zwycięstwo-Odwet-Wyzwolenie, Warszawa 2007 r.

6      6. William Joyce, nazistowski propagandysta, najbardziej znany prezenter audycji Germany Calling. Początkowo ośmieszany, nazwany lordem Hau-Hau, stał się niebezpieczny po bombardowaniach Londynu. Po wojnie skazany za zdradę stanu został powieszony w Londynie.

7      7. Gerda Steinhof (1922-1946) zbrodniarka wojenna, konduktorka tramwajowa z Gdańska-Wrzeszcza, nadzorczyni w KL Stutthof od 1944 r. oberaufseherin podobozu Danzig-Holm, odzn. Krzyżem Żelaznym II kl. aresztowana 28.05.1945 r. skazana na karę śmierci w procesie załogi KL Stutthof 31 maja 1946 r. Powieszona w Gdańsku 4 lipca 1946 r. w publicznej egzekucji przeprowadzonej na 11 zbrodniarzach KL Stutthof.

     Fot: Gerda Steinhof- nadzorczyni KL Stutthof

 

 

Hans Aumeier

Skandynawska kariera Hansa Aumeiera

      Współudział Hansa Aumeiera w korupcji i złodziejstwie w KL Auschwitz, a więc zbrodniach przeciwko  III Rzeszy popełnianych przez Maksymiliana Grabnera był oczywisty, ale w wyniku determinacji sędziego SS Morgena tylko Grabner stanął przed sądem SS w Weimarze i skazany został na karę 12 lat więzienia, natomiast Aumeier przeniesiony został na inne, może nawet wyższe stanowisko w obozowej hierarchii. Czy zatem tylko niechęć Rudolfa Hössa do Grabnera, zadecydowała o dalszych, odmiennych losach, tych dwóch zbrodniarzy, zanim trafili na jedną ławę oskarżonych w Krakowie?
     Odpowiedzi możemy poszukiwać we wspomnieniach Rudolfa Hössa, jednego z najbardziej obciążonych zbrodniarzy wojennych, jacy stanęli przed sądami w Polsce, typowego “mordercy zza biurka”, który wydawał zbrodnicze rozkazy i starannie pilnował by zostały wykonanie, sam nie maczając rąk we krwi. W polskim więzieniu z własnej woli sporządził zapiski, które obejmują jego autobiografię i są świetną charakterystyką szefów i jego współpracowników. Wydane zostały w Polsce sześciokrotnie: w 1951 r. w tomie VII Biuletynu GKBZH w Polsce ze wstępem prof. Stanisława Batawii, w 1956 r. jako “Wspomnienia Rudolfa Hössa, ze wstępem sędziego śledczego dr Jana Sehna, w 1965 r. ze wstępem dr Martina Broszata, w 1989 r. jako “Autobiografia  Rudolfa Hossa komendanta obozu oświęcimskiego”, ze wstępem Franciszka Ryszki, a obecne wydanie jest do nabycia na półkach księgarskich.

Rudolf Höss o Aumeierze

     Hans Aumeier urodził się w Ambergu w 1906 r. Wykształcenie zakończył na 3 klasie szkoły ludowej, był tokarzem i pracował w fabryce karabinów, ale karierę swoja zawdzięczał wstąpieniu do partii i SS jeszcze przed przewrotem. Miał numer SS poniżej 5000, a więc został oficerem, a nawet, na krótko przełożonym Hőssa w 1936 r.  W KL Auschwitz ruchliwy jak żywe srebro ulegał wpływom, był dobroduszny i gorliwy. On ma zbyt mały mózg - mówił Hőssowi sam Reichsfuhrer SS, w czasie inspekcji w 1942 r., a znał przecież Aumeiera od 1928 roku. Potwierdzał  Hőss, że Aumeier miał ciasny horyzont myślowy, łatwo się gubił i nie potrafił przewidywać na dłuższą metę. Brak było mu samodzielności i inicjatywy.
      W KL Auschwitz często z nim rozmawiał w starym, koleżeńskim tonie. Informował, że on i jego koledzy go oszukują, ale Aumeier wszystkiemu zaprzeczał. Nawet próby Glűcka pozbycia się Aumeiera nie dawały żadnego efektu. W końcu pod naciskiem Maurera Glűck ustąpił i przeniósł Aumeiera na komendanta obozu Vaivara w Estonii, twierdząc – jak to powtórzył Höss -  że tam już Aumeier niczego nie będzie w stanie popsuć.

                                              Fot. Hans Aumeier – potrójne zdjęcie identyfikacyjne


 W obozie Vaivara w Estonii

        Hans Aumeier na wniosek Hössa trafił do Estonii i już 1 października 1943 roku objął stanowisko komendanta obozu koncentracyjnego Vaivara, będącego największym obozem
w Estonii, który pełnił funkcję obozu macierzystego dla 20. innych obozów koncentracyjnych w Estonii? Przez obóz ten przeszło ponad 20 000 więźniów. Około 500-1000 Żydów z Wilna
i Kowna zginęło, w wyniku systematycznie przeprowadzanych selekcji. Wśród ofiar było wiele kobiet i dzieci. (15 września 1943 r. utworzony tam został oddział dla kobiet).
     W sierpniu 1944 r. w związku z ciężką sytuacją na froncie Aumeier ewakuował obóz dwoma statkami, które otrzymał z Marinenkomano w Rewalu, do KL Stutthof. Część transportu pieszego dotarła do KL Stuttthof , pod eskortą estońskich policjantów i kilkunastu Niemców.

W batalionie policyjnym na froncie wschodnim

      Po wykonaniu tego zadania, prawdopodobnie we wrześniu 1944 r. Hans Aumeier powrócił do Rygi i dołączył do policyjnego batalionu jednostki Kampfgruppe SS-Obergruppenfuhrera Friedricha Jeckelna, tego samego, którego oddziały Einsatzgruppen od 1 września 1941 r. pustoszyły Ukrainę, mordując w niezliczonych akcjach ludność cywilną, paląc całe wsie i osiedla, a w Babim Jarze wymordowały 70 000 ofiar8.  Na froncie wschodnim Aumeier walczył bardzo krótko. Wiadomo tylko o jego udziale w nieudanym ataku na wyspę Osel we wrześniu lub październiku 1944 r.

Przemiana zbrodniarza w anioła

     Odwołany z frontu na osobisty rozkaz samego Glűcksa, przyjechał do Oranienburga i mianowany został komendantem KL Kaufering, jednego z podobozów Dachau. Pod koniec roku 1944 r. zachorował na oczy, ale niedługo stan jego zdrowia się poprawił i otrzymał nowe zadanie zorganizowania w Norwegii obozu w Grini w miejscowości Moyen. Miał to być niewielki obóz koncentracyjny na 3000 więźniów9.
   W Grini Hans Aumeier pokazał się wobec więźniów z jak najlepszej strony. Uprzejmy, kulturalny, w niczym nie przypominał potwora z KL  Auschwitz. Wszak wojna zbliżała się do końca i trzeba było zaskarbić sobie względy więzionych osób i odpowiednie alibi. Nawiązał kontakt z Czerwonym Krzyżem, dzięki czemu więźniowie otrzymali nie tylko jedzenie

i lekarstwa, ale nawet tytoń i papierosy. Jeszcze w marcu 1945 r. przyjął transport 150 więźniów węgierskich z Oranienburga. 7 maja 1945 r. Aumeier postanowił uwolnić wszystkich więźniów i otworzyć obóz dla zwiedzających, aby wszyscy zobaczyli w jak dobrych warunkach mieszkają więźniowie i jaką opiekę zapewnił im komendant Hans Aumeier. Więźniowie, którzy dobrze się tutaj czuli, początkowo nie chcieli obozu opuścić. Aumeier zgodził się więc, aby jeszcze jedną dobę pozostali w obozie. Zaprosił do współpracy
w ewakuacji obozu norweski Czerwony Krzyż, zadbał o transport kolejowy więźniów, zaopatrzenie ich na drogę w prowiant i wszystkie inne potrzebne rzeczy. 8 maja 1945 r. zamknął obóz i opuszczone obiekty przekazał Czerwonemu Krzyżowi.

Droga Aumeiera do więzienia Montelupich

     On sam nie ukrywał, że jest oficerem SS, chciał pokazać, że jest SS-manem z ludzką twarzą. Niskiego wzrostu, z orlim nosem i krzywych nogach był tak charakterystyczną postacią, że każdy by go z łatwością rozpoznał nie tylko po wytatuowanym pod pachą tatuażem SS. W tym samym mundurze komendanta SS i ze swoimi prawdziwymi dokumentami trafił do obozu Terningmoen i tam 11 czerwca 1945 r. został aresztowany. Nie posiadał przy sobie żadnych fałszywych dokumentów. Następnie przewieziono go do więzienia Akershus w Oslo i  tam zarejestrowany  został jako więzień numer 211.
    W dniach 10-22 sierpnia 1945 roku złożył obszerne zeznania, które w pełni potwierdzili przesłuchani także tam świadkowie.
( National Archives, Waszyngton: RG.319 - IRR - XE.003245 . Raport nr PWIS Det (N) 18 - Hans Aumeier. Dokumentacja ta została odtajniona przez pana  Davida Irvinga, 24 kwietnia 1993 roku.
     Po tych zeznaniach Aumeier przewieziony został do Wielkiej Brytanii do centralnego więzienia w Londynie (London Cage) [Na różnych portalach internetowych to znane londyńskie więzienie często błędnie określa się jako obóz jeniecki w (miejscowości?) Cagle].
Z tego więzienia pisał listy do swojej znajomej mieszkającej w pobliży Helsinek, a daty tych listów  pochodzące z końca stycznia 1946 r. wskazują, że wówczas w tym więzieniu jeszcze przebywał. Stamtąd przewieziony został do Lubeki skąd okrętem “Iskar” w grupie 44 przestępców wojennych przybył do Szczecina. O dalszej podróży jego do Krakowa pisałem
w części I artykułu.

Przypisy:

8 .       Friedrich Jeckeln ( 1896-1946) był Wyższym DowódcąSSi Policji na okupowanych przezIII RzeszęobszarachZSRRorazSS-Obergruppenführer na terenieUkrainy). Od
1 września1941oddziały jego Einsatzgruppen wymordowały ok. 40 tysięcywęgierskichŻydów i dziesiątki tysięcy ukraińskich i radzieckich Żydów, Cyganów,
w rejonie
Kamieńca Podolskiego i w Babim Jarze koło Kijowa i w Rumbuli. Likwidował getta na Białorusi, a zwalczając partyzantkę stosował masowy terror wobec ludności cywilnej. Na przełomie 1944/1945 przeszedł na takie samo stanowisko w Beligii i północnej Francji. Aresztowany przez Aliantów po wojnie stanął przed radzieckim Trybunałem Wojskowym
w Rydze.
3 lutego1946Friedrich Jeckeln został skazany naśmierćprzezpowieszenie. Wyrok wykonano tego samego dnia. Zob: www.youtube.com/watch?v=ynjAx-5xdI8

        http://forum.axishistory.com/viewtopic.php?f=38&t=123067&hilit=+jeckeln

9. Więźniami Grini byli m.in pierwszy powojenny premier Norwegii Einar Gerhardsen; pisarz i dziennikarz Johan Borgen; skoczek narciarski, złoty medalista z 1932 i 1936 - Birger Ruud, a także Leopold Tyrmand (1920-1985) polski pisarz i publicysta, autor utworów “Zły”
i “Dziennik 1954), który aresztowany przez NKWD i skazany na 8 lat więzienia zbiegł
z transportu po wybuchu wojny, przedostał się do Wilna, i po wielu perypetiach usiłując przedostać się na norweskim statku do Szwecji został aresztowany i trafił do Grini.

 



Maksymilian Grabner

Morderca Żydów udawał  Żyda

   
Maksymilian Grabner był Austriakiem. Kiedyś pasał owce na alpejskich halach, ale w życiorysach podawał się za leśnika. Jeszcze przed Anschlussem nielegalnie działał w SS, a oficjalnie w austriackiej żandarmerii. Był pracownikiem pilnym, ale niestałym, roztargnionym i bardzo nerwowym. W KL Auschwitz jako szef Politische Abteilung (obozowej Gestapo) stał się panem życia i śmierci. Rudolf Hoss pisał o nim:

          Tuszował skandaliczne wykroczenia i ekscesy oficerów i żołnierzy SS. Nie meldował o nich. Tym
          krótkowzrocznym zachowaniem przyczynił się w znacznej mierze do tego, że wykroczenia te tak się
          rozprzestrzeniły.  Podkreślając znaczenie Wydziału Politycznego, często mieszał się w czysto obozowe
          sprawy, a były one wyjaśniane w zaufanym gronie przy odpowiedniej porcji alkoholu, co na nowo
          umacniało koleżeństwo ze szkodą dla komendanta obozu.
 
   
Nie dodał Höss także i tej informacji, że Grabner gromadził tzw. haki na swoich kolegów, a także na Hössa. O przebiegu procesu przed sądem SS w Weimarze i tchórzliwej postawie Maksymiliana Grabnera pisze obszernie Jerzy Rawicz10

      Po zakończeniu wojny Maksymilian Grabner opuścił więzienie SS jako ofiara hitlerowskiego reżymu i znalazł się na wolności. Wyjechał w Alpy, w swoje strony. Zapuścił brodę i udawał Żyda i jakiś czas się ukrywał.

         

    Fot. Maksymilian Grabner po aresztowaniu w 1945 r. zapuścił brodę i udawał Żyda  

     

Został jednak rozpoznany i aresztowany. Przesłuchiwany 3 czerwca 1945 r. w Wiedniu bronił się twierdzeniem, że aresztowany został przez SS za wojskowe ieposłuszeństwo, niewykonanie rozkazu i zdradę tajemnic państwowych. 1 września 1945 r. także w Wiedniu powiedział, że był aresztowany przez SS za to, że bez rozkazu z Berlina przeprowadzono egzekucję 40 Polaków, ale egzekucję tę zarządził Boger, gdyż on [Grabner]  był wtedy chory.  W procesie krakowskim Grabner cynicznie powiedział:

       Wystąpiłem w obronie więźniów i to doprowadziło do aresztowania mnie przez komisję i w ten sposób
       narobiłem sobie, czego mogę dowieść, największych wrogów, ponieważ po przybyciu komisji oświadczyłem,
       że powiem wszystko, co słyszałem i widziałem, wtedy przyszło moje aresztowanie.

     Przesłuchiwany w procesie krakowskim jako świadek więzień nr 26790 Wilibald Pająk (pracował w wydziale zgonów (Totenabteilung) Politische Abteilung zeznał, że  listy przeznaczonych na rozstrzelanie lub zagazowanie układał Grabner, a podpisywał je Höss. Więzień nr 92 Feliks Myłyk zeznał, że na polecenie Grabnera musiał fałszować akty zgonu i wystawiać je pod różnymi datami, aby w ten sposób ukryć fakt grupowego rozstrzelania.
Pery Broad, pracownik Politische Abteilung11 tak charakteryzował Grabnera w swoich notatkach, które po wojnie przekazał Brytyjczykom:

        Nikt nie chce przebywać w towarzystwie Grabnera, gdyż ciągłe nagany tego gestapowca z powodu
        rzekomej miękkości są niebezpieczne. Przy tym większość ludzi Grabnera to fanatycy, którym można było
        zarzucić wszystko inne, tylko nie dobre serce…
        Nienawiść Grabnera do inteligencji – przy najlepszej woli nie można go było do niej zaliczyć – była
        bezgraniczna. Interesował go powód aresztowania i kary obozowe.

 

                                Fot. Maksymilian Grabner  (potrójne zdjęcie identyfikacyjne)
 

    Maksymiliana Grabnera pomylono a jakimś innym zbrodniarze wojennym i wysłano do Jugosławii, co potwierdza inwentarz Zespołu pn. “Ambasada RP w Belgradzie”, znajdującego się obecnie w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Wśród nazwisk wymieniony jest m.in. Maksymilian Grabner. Idąc tym tropem można dokładniej zgłębić okoliczności wysłania Grabnera do Jugosławii.

Przypisy:

10 Jerzy Rawicz, Dzień powszechny ludobójcy, Czytelnik, Warszawa 1973 s. 207-216
11  Oświęcim w oczach SS. Wspomnienia Rudolfa Hossa, Pery Broada i Johanna Kremera, Warszawa 1985 s.127 i 170,
 


Back to top