Powered by Spearhead Software Labs Joomla Facebook Like Button
 

Proces załogi KL Auschwitz-Birkenau cz. IX.

Proces załogi KL Auschwitz-Birkenau w Krakowie w 1947 r. część IX.

Zakończenie.

Musi się ustawicznie wskazywać na to czym był Oświęcim (1967r.)

dr Hans Münch-lekarz SS uniewinniony w 22.XII.1947 r.

Znane i nieznane losy zbrodniarzy

     24 stycznia 1948 roku na szubienicy w więzieniu Montelupich zasłużoną śmierć poniosło 21 zbrodniarzy z obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, skazanych wyrokiem Najwyższego Trybunału Narodowego w Krakowie. Przez kilka jeszcze lat ciała ich służyły jako materiał do ćwiczeń dla studentów medycyny i Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie z zakresu anatomii.

     Pozostało przy życiu 19 funkcjonariuszy sądzonych w tym procesie i skazanych na kary więzienia oraz jeden uniewinniony dr Hans Münch. Zapewne Czytelnik chciałby wiedzieć, jakie były ich dalsze losy w polskich więzieniach. Czy dr Johann Kremer i Artur Breitwieser, którym w drodze ułaskawienia Prezydent Bierut zamienił karę śmierci na dożywocie oraz skazani na dożywotnie więzienie: Hans Koch, Karl Seufert, Luise Helene Danz, Detloff  Nebbe i Adolf Medefind dożyli swoich ostatnich dni w polskim więzieniu? Co stało się z szóstką zbrodniarzy (Lorenz, Orlovsky, Lächert, Bulow, Romeikat i Weber) skazanych na karę 15 lat więzienia i Erichem Dingesem skazanym na 5 lat więzienia?

     Lekarz dr Hans Münch w toku procesu oddał sędziemu śledczemu Janowi Sehnowi brulion zatytułowany Der Hunger Und Lebenserwartung im KL Auschwitz (Głód i czas przeżycia w KL Auschwitz), który napisał w więzieniu 24 listopada 1947 r. na podstawie swoich obserwacji i wyników badania więźniów, które w czasie swojej służby w obozie przeprowadzał jako lekarz higieny. Po

wyroku uniewinniającym może jeszcze w grudniu 1947 r. lub w styczniu 1948 r. wyjechał do Niemiec, zamieszkał w miejscowości Rosshaupten i otworzył tam praktykę lekarską.

 dr Hans Münch w 1947 r. i w latach 70. XX w.
 

    W 1967 r. na prośbę redakcji „Przeglądu Lekarskiego Oświęcimskiego”. Dokonał uzupełnień do przekładu polskiego i angielskiego (Starvation and survival time in the Auschwitz camp) i jego praca ukazała się drukiem po polsku w tym wydawnictwie w 1967 r. W latach 70-tych wypowiadał się wielokrotnie w telewizji na temat zbrodni ludobójstwa hitlerowskiego i głodu w obozie koncentracyjnym.

    W lutym 1948 r. skazani w procesie krakowskim zostali rozparcelowani do innych więzień w Polsce. Likwidowano także pozostałe po zbrodniarzach rzeczy. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Krakowie pismem z 27 lutego 1948 r. zwróciła się do Prokuratora Sądu Okręgowego w Krakowie o przekazanie tych rzeczy do Komisji. Pisałem o tym w poprzedniej części artykułu. Obok biblii po Arturze Liebehenschlu i broszurce „Faust” po Marii Mandel musiała być korespondencja pomiędzy skazańcami a ich rodzinami i fotografie. Nie wiadomo co zostało przekazane Komisji. Z artykułu dr Joanny Lubeckiej  opublikowanego niedawno w Biuletynie IPN  dowiadujemy się, że Komisja jest w posiadaniu kilku fotografii rodziny straconego Carla Mőckla, zastępcy komendanta obozu ds. administracyjno-gospodarczych. 

     Dla poznania dalszych losów zbrodniarzy sądzonych w Krakowie należało by zrobić pełną kwerendę w polskich zakładach karnych, gdyż takich informacji brakuje. Nie wiemy na przykład jak zachowywał się w polskim więzieniu zagorzały nazista i służbista Detloff  Nebbe, siejący w obozie postrach nawet wśród SS-manów. W czasie procesu wykazywał hardość posuniętą do granic bezczelności. Czy w polskim więzieniu zrozumiał sens wymierzonej mu kary, czy może nadal był butny i arogancki, jak np. gauleiter Gdańska Albert Forster1, a informacja o wymierzonych mu karach dyscyplinarnych była by odzwierciedleniem jego postawy2.  Nie zachował się żaden ślad, gdzie odbywali karę dożywocia ułaskawieni dr Kremer i Artur Breitwieser, a także Seufert i Medefind.

Smutny koniec Hansa Kocha

      Hans Koch odsiadywał karę dożywotniego więzienia w Sztumie. Całe jego nieszczęście polegało na tym, że z zawodu był asystentem laboratoryjnym i dlatego w Auschwitz przydzielono mu stanowisko dezynfektora. Karę dożywocia otrzymał za wrzucanie cyklonu D do komór gazowych. Po każdej akcji nie mógł spać i upijał się do nieprzytomności. NTN zaliczył go grupy oskarżonych, którym nie można było przypisać sadystycznych skłonności i znęcania się nad więźniami.

 

Hans Koch w więzieniu w Sztumie

     W więzieniu cierpiał głód. Zapadł na gruźlicę i 14 lipca 1955 roku zmarł w szpitalu więziennym w Gdańsku3. Administracja więzienia widząc jego zły stan zdrowia, zaawansowaną gruźlicę próbowała mu pomóc i z urzędu wystąpiła do Prokuratury Wojewódzkiej w Krakowie o przerwę w karze, ale tej urzędowej prośby nie uwzględniono, ze względu na charakter przestępstwa.

Metamorfoza zbrodniarki ?

Nadzorczynie obozowe Luise Helene Danz, Alice Orlovsky trafiły na krótki czas do więzienia w Tarnowie, skąd pisały różne pisma do nadzoru sądowego. Dopiero po latach okazało się, że Luise Danz, przeniesiona pod koniec wojny na stanowisko Oberaufseherin KL Malchow odpowiedzialna była za zadeptanie na śmierć nieletniej więźniarki tego obozu.

    

Luiza Danz w więzieniu Montelupich i na rozprawie w 1947 r.

Lächert pozostała w więzieniu w Krakowie. Pierwsze dwie przeniesione zostały do Fordonu i tam spotkały więźniarkę polską Stanisławę Rachwałową. Pracowały razem z nią w pralni więziennej. Wspomina Rachwałowa:

     Danz przechodząc koło mnie jeszcze w więzieniu Montelupich uśmiechała się nieznacznie i leciutko zawsze pochylała głowę
        w ukłonie.

      W więzieniu nauczyła się dobrze języka polskiego. Pewnego dnia (już w Fordonie) przystąpiła do Rachwałowej i dobrą polszczyzną poprosiła ją o pożyczenie „Trylogii” Henryka Sienkiewicza, której egzemplarz Rachwałowa miała w celi. Kontynuuje swoje wspomnienia Rachwałowa:

   
Odtąd stała się rzecz dziwna jeśli tylko mogła, a ja zechciałam rozmawiała ze   mną wyłącznie o Trylogii. Była zafascynowała
       tym dziełem i zakochała się w Andrzeju Kmicicu. Chłonęła moje słowa, objaśniające tło historyczne powieści. Nie istniało dla
       niej nic i nikt, więzienie stało się obojętne. Przeczytała Trylogię po raz drugi, a potem po innych książkach Sienkiewicza – po
      raz trzeci4
.

 

     Pewnego razu powiedziała, że dlatego była w Auschwitz, aby ponieść karę, a następnie otrzymać wielka nagrodę – przeczytać Trylogię. Danz ostrzegała Rachwałową przed Orlovską, mówiła, że to kapuś i jej nie znosiła. Przez Trylogię i Sienkiewicza pokochała kulturę polską całym swoim sercem. Kiedy Rachwałowa opuszczała więzienie w październiku 1956 r. ofiarowała jej

upragnioną Trylogię, a Danz rozpłakała się ze szczęścia. Kiedy z kolei ona około roku 1960 opuszczała więzienie i wyjeżdżała po 12 latach do RFN miała podobno – tak twierdzi Rachwałowa – ten egzemplarz w ręce5.

Surowość kar w pierwszych latach po wojnie

      Trafnie stwierdził red. Dariusz Baliszewski na łamach tygodnika „Wprost” (nr 13/2007), że panuje obecnie fałszywy pogląd, iż w czasach PRL-u tamtejsze władze z dużą determinacją domagały się ścigania hitlerowskich zbrodniarzy wojennych i surowego ich osądzenia i ukarania. Takie deklaracje wynikające z Manifestu PKWN urzeczywistniły się istotnie, ale tylko w pierwszych dwóch latach po wojnie.

     Wyroki wydawane na mocy dekretu PKWN z sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy wojennych winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego były surowe, a represyjność dekretu polegała na braku instancji odwoławczej. Na jeden dzień przed wejściem w życie tego dekretu, 3 grudnia 1944 r. na terenie wyzwolonego obozu koncentracyjnego na Majdanku pod Lublinem powieszono publicznie po krótkim procesie pięciu przypadkowo schwytanych członków załogi tego obozu.

     Z dużą aprobatą ponad 200 000 tłumu (przy spóźnionym proteście polskich intelektualistów)

odbyła się 4 lipca 1946 r. na 11 szubienicach na wzgórzu Stolzenberg w Gdańsku publiczna egzekucja 11 zbrodniarzy ze Stutthofu w tym pięciu kobiet-nadzorczyń obozowych i kolejna także publiczna egzekucja gauleitera Kraju Warty Artura Greisera na stokach poznańskiej cytadeli - 21 lipca 1946 r. Egzekucje te inspirowane były przykładami z ZSRR (dziesiątki filmowanych publicznych egzekucji hitlerowców z t.zw. Einsatzgruppen) i innych krajów demokracji ludowej.

     Na Stolzenbergu wprowadzono dodatkową atrakcję. Wzorując się na egzekucji b. niemieckiego „protektora” Czech i Moraw Hansa Franka w Pradze w maju 1946 r., w roli katów wystąpić musieli byli więźniowie obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Kilku byłych więźniów zmuszono do tej roli, a – wg relacji z-cy komendanta więzienia Alojzego Nowickiego - do kompletu 11 katów przebrano w pasiaki kilku funkcjonariuszy PUBP.

     Po procesie członków załogi KL Auschwitz-Birkenau w Krakowie zainteresowanie mediów polskich przeniosło się z procesów zbrodniarzy hitlerowskich na publiczne procesy działaczy polskiego podziemia niepodległościowego. Na podstawie tego samego dekretu PKWN działacze ci otrzymywali wyroki śmierci, z tą jedynie różnicą, że wyroki wykonywane były potajemnie, najczęściej w piwnicach więzień strzałem w tył głowy. Inni skazani na długoletnie więzienia często siedzieli w celach razem z funkcjonariuszami hitlerowskich obozów koncentracyjnych, co było szczególnie bolesne dla byłych ofiar tych obozów. Przykład Rachwałowej i Marii Mandel nie był przecież odosobniony. Wystarczy przeczytać książkę Kazimierza Moczarskiego „Rozmowy z katem”6.

Znikający zbrodniarze

    W ramach ekstradycji przekazano Polsce do osądzenia 1817 zbrodniarzy niemieckich (z samej strefy amerykańskiej Niemiec 1315), ale – stwierdza red. Dariusz Baliszewski – przed sądami polskimi stanęło tylko 1670. Do dzisiaj nie wiadomo, co stało się ze 147 osobami.

      Do ciekawych wniosków doszła pani dr Kobierska-Motas, która stwierdziła, że od początku lat 50. można zauważyć zjawisko masowego znikania z polskich więzień niemieckich zbrodniarzy wojennych, nawet takich, którzy otrzymali wyroki śmierci za udział w egzekucjach i mordowaniu ludności cywilnej na terenie Warszawy, Tarnowskich Gór i Częstochowy. Opuścili polskie więzienia i wyjechali do Niemiec : Hermann Altman szef Gestapo Piotrkowie Trybunalskim, Stilman – szef Gestapo w Poznaniu, Olga Loos z Gestapo w Białymstoku zwana „krwawą Olgą”, Napp Gramso dowódca plutonu egzekucyjnego z poznańskiej cytadeli.

     Dopiero po latach okazało się, do jakich celów potrzebni byli komunistycznym organom ścigania tacy zbrodniarze. Siedzącemu w celi śmierci Leubnerowi dostarczono gestapowskie pieczęcie i inne potrzebne akcesoria i on tworzył antydatowane dowody współpracy z Gestapo działaczy z miejscowego ZWZ-AK. Na ich podstawie aresztowani działacze polskiego podziemia otrzymali wyroki śmierci wykonywane natychmiast strzałem w tył głowy w piwnicach tego samego więzienia.

     Nie zostało ostatecznie wyjaśnione co stało się z gauleiterem Gdańska Albertem Forsterem, skazanym 29 kwietnia 1948 r. przez NTN na karę śmierci. Mówiono o wielkim skarbie, wywiezionym pod koniec wojny przez Forstera z Gdańska w trzech wagonach i gdzieś ukrytych. Według niepotwierdzonych informacji  Forster miał zaproponować współpracę i wykorzystanie swoich kontaktów na terenie okupowanych Niemiec. Nie wiemy ile w tym jest prawdy. Krążyły plotki, że Forster miał w celi więźnia ordynansa, który słał mu pryczę, czyścił buty, parzył herbatę lub kawę, ale prawdą jest, że otrzymywał codziennie gazetę „Głos Wybrzeża” i wybraną literaturę, że uczył się intensywnie języka polskiego, pisał jakieś eleboraty. Potem przewieziony został w tajemnicy, do więzienia mokotowskiego w Warszawie i żył tam nadal co najmniej do 1952 r., mimo, że prezydent Bierut nie skorzystał wobec niego z prawa łaski. Nie wiadomo także czy odręczna sporządzona ołówkiem informacja na jednym z pism, że Forster zmarł 28 lutego 1952 r. jest prawdziwa7.

Amnestia z 1956 roku

      Legalne podstawy do zwalniania zbrodniarzy hitlerowskich z polskich więzień w drugiej połowie lat 50-tych stworzyła ustawa z 27 kwietnia 1956 r. o amnestii. Nie wyłączono z amnestii osób skazanych za zbrodnie ludobójstwa. Ograniczenie dotyczyło tylko ścigania osób podejrzanych o czyny z art. 1 § 1 wspomnianego wyżej dekretu PKWN. Dzięki takiej konstrukcji przepisów ustawy o amnestii wszyscy skazani w procesie krakowskim zbrodniarze, którzy przeżyli, opuścili polskie więzienia i wyjechali do Niemieckiej Republiki Federalnej.

   

 Johann Kremer
 

      Dr Johann Paul Kremer wrócił do rodzinnego Münster w 1958 roku i tam otworzył praktykę lekarską. Niebawem został aresztowany i stanął przez sądem niemieckim. Skazany na 10 lat więzienia i dożywotnie pozbawienie tytułu profesora i doktora filozofii kary pozbawienia wolności nie odbył ponieważ uznano, że już swoje odcierpiał w Polsce. Pozostała w mocy jedynie utrata tytułów naukowych. Kremer był świadkiem w czasie III procesu oświęcimskiego odbywającego się we Frankfurcie nad Menem w latach 1963-1965. Pytany o sanitariusza SS Josefa Klehra, oskarżonego w tym procesie o zabijanie więźniów zastrzykami fenolu w serce (w obecności dr Kremera) i skazanego następnie na dożywotnie więzienie powiedział :

      Na Klehra nie mogę nic złego powiedzieć, ale był on całkowicie podporządkowany lekarzowi garnizonowemu. A ja, cóż –
       byłem tylko piątym kołem u wozu8.

      Johann Kremer zmarł w 1965 roku. Drugi ułaskawiony przez Prezydenta Bieruta Artur Breitwieser odpowiadał jako oskarżony w III procesie oświęcimskim. Zarzucono mu wrzucanie cyklonu B do komór gazowych w Auschwitz. W czasie wizji lokalnej na terenie obozu okazało się, że świadek nie mógł tego wydarzenia zaobserwować. Artur Breitwieser został uniewinniony. Zmarł w 1978 r.

Krwawa Brygida przed Sądem Krajowym w Dusseldorfie

       Hildegart Lächert słynna „Krwawa Brygida” z Majdanka opuściła więzienia w Krakowie w 1956 r. przedterminowo zwolniona na mocy amnestii z 27 kwietnia 1956 roku i zamieszkała w Reicharthausen. Przezwisko „Krwawej Brygidy” nadały jej więźniarki Majdanka, ponieważ biła zawsze aż do ukazania się krwi, a ponadto – uznając, że jest z zawodu pielęgniarką – lubiła przeprowadzać kijem lub listwą brutalne ”badania ginekologiczne” więźniarek.

      Alice Orlovsky oskarżana o zabijanie noworodków i niemowląt uderzeniem główki dziecka o mur, albo kamienny próg wyszła z więzienia rok później. Przed rozpoczęciem służby w obozach

była właścicielką restauracji w Akwizgranie. Teraz wróciła do swojego zawodu i dzięki temu uzyskała stała rentę z 1965 roku.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  

     W 1975 r. obie te nadzorczynie zostały postawione w stan oskarżenia i zasiadły na ławie oskarżonych w III procesie (17 osób) z załogi obozu koncentracyjnego na Majdanku koło Lublina, toczącym się w latach 1975-1981 przed Sądem Krajowym w Düsseldorfie zwanym powszechnie procesem majdankowskim. 73-letnia Alice Orlovsky wskutek starczych dolegliwości zmarła w 1976 r. w toku procesu. Na drugi dzień po jej śmierci na ławie oskarżonych w miejscu gdzie zawsze siedziała nieznana ręka umieściła wielki bukiet żółtych chryzantem.

      ,,Krwawa Brygida” już na początku procesu zarzuciła prokuratorowi Dieterowi Ambachowi :

       odpowiadamy dzisiaj za sprawę całego narodu niemieckiego, ale Pan Bóg da nam siłę, abyśmy mogły nadal dźwigać ten
         ciężar. Była wojna. Każdy musiał coś zrobić dla swojej ojczyzny. My również musiałyśmy
.

 

       Prokurator Ambach na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego przedstawił Hildegardę Lächert w galerii trzech najbardziej brutalnych nadzorczyń Majdanka obok nieżyjącej od 1948 r. komendantki Oberaufseherin Elsy Lieschen Fridy Ehrich9 i odpowiadającej w tym

procesie Hermine Braunsteiner-Ryan, adjutantki Ehrich i zarzucił wielokrotnie morderstwa popełniane w Majdanku.

 

 Elsa Ehrich  i jej urodzinowi goście: Od lewej: Alice Orlovski (2), Else Ehrich (4), Helene Massar (5), Gertrude Sauer (8), Gertrud  Rheinhold (10), Emilie Macha (11), Luise Danz (13) – inf. o osobach na fotografii na końcu artykułu.

   

Hildegard Lachert w czasie procesu w Krakowie w 1947 r. i Dusseldofie w 1996 r.

      W kolejnych dniach procesu świadkowie, wśród których było 12 byłych więźniarek Majdanka i trzy nadzorczynie z tego obozu, opisywali wyczyny „Krwawej Brygidy” na terenie Majdanka, udowadniali, że przezwisko jakie nadały jej więźniarki było nad wyraz trafne.
       I wtedy stała się rzecz dziwna, która zaskoczyła samą oskarżoną. Zeznawała, mówiąc m.in.: :

       Gdy zaczęło się to wszystko z „Krwawą Brygidą”, z dziećmi, wtedy się to przyplątało. Zauważyłam, że mam to – swędziało
         mnie na całym ciele. Wszędzie miałam czerwone plamy i drapałam się aż do ran.

     Odwijając bandaże, którymi owinięte miała ręce od czubów palców po ramiona oraz bandaże na nogach pokazywała na sali sądowej krwawe wrzody. Płakała usiłując spowodować przerwę w procesie:

 

       Tak wyglądam na całym ciele  swędzi  okropnie. Najpierw pojawiają się na całym ciele małe, czerwone miejsca, na plecach,
         na pośladkach. Wszędzie mam te plamy.
Jeden ze świadków

 

 

 

 Lachert: swędziało mnie na całym ciele. Wszędzie miałam czerwone plamy i drapałam  się aż do ran

 

      Polak dr Nowak odpowiedział, że są to „bakterie sumienia”. A na sali sądowej pod jej adresem padały słowa oskarżenia. Świadek Jutta Scharff:

          była taka młoda i piękna, ale to nie była kobieta, ona była bestią. To był prawdziwy potwór

 

Świadek Henryka Ostrowska:

 

        Była jak zwierzę żądne krwi. Gdy rozmawiała z esesmanami lub koleżankami była wesoła i miła. Gdy do nas mówiła i nas
          biła, jej twarz robiła się straszna, to nie była twarz kobiety

 

Świadek Marilla Reich:

        Szczuła psy na ludzi, a jej pies mógł poszarpać człowieka na kawałki. Do psa mówiła : „Człowieku, bierz psa”. My
          byłyśmy psami.

Świadkowie: Maria Kaufmann- Krasowska, Hela Rosenbaum, Janina Latowicz.

 

       Weszła Brygida z młodą dziewczyną i powiedziała „Dzisiaj zostanie powieszona...podeszła do stołka, kopnęła go
         i powiesiła ją.

Cyniczna odpowiedź Lachert na słowa oskarżeń:

      Przestawało się być człowiekiem. Nie można było rozwijać swojego ja10.

 

       Wyrok w sprawie zbrodniarzy z Majdanka ogłoszony został 30 czerwca 1981 r. Zapadło tylko osiem wyroków skazujących. Karę dożywotniego więzienia otrzymała Hermine Braunsteiner za zbiorowe morderstwo (gemeinschaftlicher Mord). Hildegard Lächert otrzymała karę 12 lat więzienia za współudział w morderstwie (gemeinschaftliche Beihilfe zum Mord). Pozostałych sześciu esesmanów otrzymało wyroki od 10 lat do 3 lat pozbawienia wolności Uniewinniono nadzorczynie Herminę Bőther, Charlotę Meyer i Rosę Sűss oraz lekarza SS Heinricha Schmidta. Hermine Braunsteiner wyszła z więzienia już w 1990 r. z ciężką cukrzycą i zmarła w kwietniu 1999 roku. Hildegard Lächert karę 12 lat więzienia odbywała w więzieniu w Heidelbergu. Zmarła w 1996 r. do śmierci zmagając się z tą nieznaną chorobą.

       Luisa Helene Danz skazana 22 grudnia 1947 roku w Krakowie na karę dożywotniego więzienia, korzystając z ogłoszonej w 1956 r. amnestii opuściła polskie więzienie 20 sierpnia 1957 r. W 1996 r. stanęła po raz drugi przed sądem oskarżona o zbrodnie jakich dopuściła się pod koniec wojny w małym obozie koncentracyjnym w Malchow, w którym pełniła funkcję Oberaufseherin i w czasie ewakuacji tego obozu do Lipska. Na jej polecenie więźniarki na czas transportu nie otrzymały pożywienia i głodowały trzy dni. Oskarżona była także o spowodowanie śmierci małej dziewczynki w Malchow. Proces toczył się z przerwami do 2005 roku. Postępowanie zostało jednak umorzone ze względu na zły stan zdrowia oskarżonej, która dzisiaj (jeśli żyje) ma 92 lata.

      Rodzi się pytanie czy można było w 1947 roku przeprowadzić dowody obciążające Hildegard Lächert, Alice Orlovsky, Luise Danz ujawnione dopiero po 25 latach w procesie majdankowskim? Czy w takim wypadku nie podzieliły by one losu Marii Mandel i Theresy Brandl?

     Odpowiedź na te pytania nie jest łatwa. Być może trafne jest częściowo stwierdzenie prokuratora Dietera Ambacha:

     Lächert skazano w procesie oświęcimskim za czyny popełnione w Oświęcimiu. O ile pojawiało się wtedy w Polsce słowo
     „Majdanek”, to tylko na marginesie. W każdym razie nie zarzucano  jej wtedy zabójstwa. Skazano ją na 15 lat, ale nie skazano
     jej za zabójstwo.

 

Takie argumenty wywodził Ambach, dlatego, aby obronie wytrącić ewentualny zarzut „res iudicata” czyli rzeczy już wcześniej osądzonej. Jak wynika z uzasadnienia wyroku NTN z 22 grudnia 1947 r. Lächert została skazana za bicie więźniarek zarówno w Majdanku jak i w Auschwitz-Birkenau

     najczęściej kijem, bykowcem po piersiach i twarzy i to bez najmniejszego powodu i obrzucanie ich obelżywymi
      wyzwiskami11,

ale nie za współudział w morderstwach. Znamienne jest jednak to, że żaden świadek zeznający w procesie majdankowskim nie składał zeznań w 1947 r. Może przebywali w tym czasie za granicą, nie kojarzyli, że w procesie zbrodniarzy KL Auschwitz-Birkenau mogą występować zbrodniarze

z Majdanka, może przeszkodą udziału w procesie był brak paszportu i wizy do Polski, a może byli aresztowani za działalność podziemną przez NKWD lub UB jak Stanisława Rachwałowa.

Nie można wykluczyć, że media zagraniczne pisząc o procesie w Krakowie pomijały wątek Majdanka i Malchow.

       Jedno jest pewne. Nikt do tej pory nie usiłował rozwikłać tej zagadki, a przecież są to sprawy ważne. Już same imiona świadków Jutta, Marilla, Gabriele, Lucina, Zippora, Lucie brzmią

obcojęzycznie, co mogło by wskazywać na ich zamieszkanie za granicą w owym czasie.

Aby uniknąć kary

     W procesie krakowskim w 1947 r. świadkami były w przeważającej mierze byłe więźniarki obozu Auschwitz-Birkenau, w którym Lächert służyła pod koniec wojny niecałe trzy miesiące

(Piątkowska, Żywulska, Wilińska, Dubas, Bloch, Nelken). Sędziowie Najwyższego Trybunału Narodowego dysponowali zatem cząstkowym materiałem dowodowym i na jego podstawie

przyjęli, że przecież oskarżona w pewnych okresach odnosiła się do więźniarek zupełnie poprawnie. Nie zauważyli kamuflarzu oskarżonej charakterystycznego dla większości zbrodniarzy hitlerowskich pod koniec wojny świadomych zbliżającej się odpowiedzialności za popełnione zbrodnie i jej zachowanie łagodniejsze w Auschwitz-Birkenau niż w Majdanku skwitowali w uzasadnieniu wyroku ,,pięknie brzmiącym” zdaniem :

       Oskarżona miała bowiem zmienne usposobienie. W okresach dobrego humoru była dobrą dla więźniarek, a w okresach
         złości znęcała się nad nimi12.

       Podobne argumenty podano w odniesieniu do Alice Orlovski, która nawet w KL Auschwitz -Birkenau uratowała życie córce świadka Loli Biberstein.

       Doskonałym przykładem podobnego kamuflarzu i także diametralnej zmiany zachowania był przecież jeden z największych katów Auschwitz sam Hans Aumeier, o którego „metamorfozie” pisałem już wcześniej. Po odejściu z Auschwitz w wiadomych okolicznościach został skierowany do Norwegii, gdzie utworzył obóz koncentracyjny na 3000 więźniów w miejscowości Grini. Został jego komendantem, ale wobec więźniów był łagodny, współpracował w norweskim Czerwonym Krzyżem. 7 maja 1945 r. zwolnił więźniów i zamknął obóz. Aresztowany miesiąc później w mundurze SS ujawnił swoja tożsamość. Przebywał w obozie jenieckim w Cagle koło Londynu i liczył być może na to, że nikt nie rozpozna w nim oświęcimskiego zbrodniarza.

Masowa zagłada

       Obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau był miejscem straszliwej i największej masowej zbrodni popełnionej przez hitlerowców w czasie II wojny światowej. Mordowani byli tutaj głównie Żydzi za przynależność do narodu żydowskiego, Cyganie jako element obcy i nieprzydatny ekonomicznie, Polacy za to, że zajmowali niemiecką przestrzeń życiową i nie chcieli poddać się przemocy. Uśmiercani byli tutaj osadzani wbrew prawu międzynarodowemu jeńcy wojenni – głównie radzieccy i na mniejszą skalę więźniowie Jugosłowianie, Francuzi, Niemcy i Austriacy.

      Po zakończeniu wojny pojawiły się jednak znaczne różnice w ocenie i obliczeniach ilu ludzi zamordowano w Auschwitz-Birkenau. Różnili się nie tylko świadkowie zeznający na procesach

oświęcimskich, ale także zasiadający na ławie oskarżonych realizatorzy tej straszliwej zbrodni ludobójstwa. Sam Rudolf Höss przesłuchiwany tuż po aresztowaniu w miejscowości Minden 16

marca 1946 r. powiedział:

        Ja na polecenie otrzymane od Himmlera w maju 1941 r. zorganizowałem osobiście zagazowanie 2 milionów ludzi
        w okresie      między czerwcem-lipcem 1941, a końcem 1943 r. w którym byłem komendantem Oświęcimia.

 

W czasie procesu norymberskiego zeznał, że

       do 1 grudnia 1943 r. zgładzono i zagazowano, a następnie spalono przynajmniej 2 500 000 ofiar, ponad 500 000 zginęło
         z chorób, czyli razem 3 000 000 ofiar.

Liczba ta stanowi 70 – 80 % wszystkich więźniów Oświęcimia.. Na swoim procesie w Polsce w 1946 r. wyjaśnił, że liczby, które podawał pochodziły od Eichmana :

      uważam, że liczba 2500000 ofiar jest o wiele za wysoka. Możliwości zagłady miały swoje granice i w Oświęcimiu. Liczby
      podawane przez byłych więźniów są wytworami fantazji i nie są oparte na żadnych podstawach.

 

W styczniu 1947 r. powiedział:

    W czasie mej działalności w Oświęcimiu zginęły tam miliony ludzi, których dokładnej liczby nie jestem w stanie ustalić.

Maksymilian Grabner szef Politische Abteilung w Auschwitz- Birkenau w latach 1940-1943 zanim jeszcze zasiadł na ławie oskarżonych w procesie krakowskim potwierdził, że w tym okresie:

       zabito co najmniej 3 miliony ludzi

Zeznanie takiej treści złożył w Wiedniu 16.09.1945 r.. Inny funkcjonariusz (Wilhelm Boger) wskazał na liczbę 4 milionów ludzi.
      O tej samej liczbie 4 milionów ludzi mówiła przesłuchiwana w więzieniu Montelupich Maria Mandel. Powiedziała także, że kiedy po aresztowaniu jej 10 sierpnia 1945 r. znalazła się w Dachau, gdzie urządzono więzienie dla zbrodniarzy wojennych (War Crimes Cage – PWE 29):

       Słyszałam od osadzonych w tym obozie niemieckich jeńców liczby od 2 do 6 milionów ofiar  obozu koncentracyjnego
        Auschwitz-Birkenau.

.

       Taką też liczbę przyjął sędzia śledczy Jan Sehn, który prowadził postępowanie przygotowawcze w procesie Rudolfa Hossa i 40 członków załogi oświęcimskiej i takie ustalenia liczbowe utrwaliły się w historiografii na długie lata. Temat ustalenia liczby ofiar obozu Auschwitz-Birkenau powrócił dopiero w 1993 r. Na konferencji zorganizowanej w Warszawie przez Instytut Historii PAN stwierdzono, że trzy państwa dotknięte II wojną światową Polska, Jugosławia i ZSRR nie uporały się z bilansem własnych strat ogólnych oraz liczby ofiar obozu Auschwitz-Birkenau i nie są w stanie podjąć dyskusji toczonych w historiografii zachodnioeuropejskiej, a także izraelskiej zwłaszcza wobec twierdzeń, że w obozie tym zginęło mniej niż milion ludzi, a nie 4 miliony oraz, że ta ostatnia liczba ustalona została w warunkach powojennej psychozy wywołanej ogromem popełnionych zbrodni.

     Nowego wyliczenia ilości ofiar podjął się odważnie historyk Muzeum Auschwitz-Birkenau dr Franciszek Piper13. Dokonał on analizy wszystkich możliwych źródeł i natrafił na istotne bariery

i trudności. Okazało się bowiem, że spośród przywiezionych do obozu ludzi tylko część z nich rejestrowano i numerowano, ogromną resztę kierowano prosto z rampy kolejowej wprost do

komór gazowych i w dokumentacji obozowej nie pozostał po nich żaden ślad. Dr Piper w wyniku konfrontacji i szczegółowej analizy wielu źródeł oraz stosując rachunek prawdopodobieństwa

doszedł do przekonania, że w Auschwitz-Birkenau zginęło łącznie około 200 000 więźniów zarejestrowanych i co najmniej 1 100 000 ludzi nie zarejestrowanych spośród 1 300 000

przywiezionych. Sumując liczbę zarejestrowanych więźniów i niezarejestrowanych (1 300 000 ) ustalił,
że z tej liczby zginęło w przybliżeniu 960 000 Żydów, 70-75 000 Polaków, 21 000 Cyganów i 15 000 radzieckich jeńców wojennych i 10-15 000 zarejestrowanych więźniów innych narodowości (Białorusinów, Ukraińców, Czechów, Jugosłowian, Francuzów, Niemców, Austriaków).

      Zmiana liczby ofiar obozu Auschwitz-Birkenau nie była sprawą łatwą. Trzeba było pokonać bariery psychologiczne. Po różnych polemikach, a nawet atakach na autora tej egzegezy

uświadomiono sobie, że utrzymywanie błędnych wyliczeń byłoby nieuczciwe. Zmiana liczby ofiar tego obozu weszła na trwałe do świadomości historycznej Polaków13, co nie zmienia faktu, że w KL Auschwitz-Birkenau dokonywano zbrodni ludobójstwa.

Obóz zagłady – wynalazkiem XX wieku

       Trafnie stwierdził znakomity polski psychiatra Antoni Kępiński (1918-1972), że obozy zagłady były wynalazkiem XX wieku, ale wynalazek ten nie polegał na zmasowanej agresji i sadyźmie, ani na wprowadzeniu nowoczesnych metod masowego uśmiercania ofiar, ale na odarciu człowieka z jego istoty i traktowaniu go jako numeru. I naruszenie tej prostej, ale podstawowej zasady prowadzi do zbrodni14.

      Obok zwyrodnialców, których nie brakowało także i w procesie załogi KL Auchwitz-Birkenau zasiadali na ławie oskarżonych funkcjonariusze obozowi, którzy uważali się za ludzi porządnych, uczciwych, zdyscyplinowanych obywateli III Rzeszy. Oni byli dobrzy w stosunku do ludzi, ale nie do numerów – pisze Kępiński.

     Taki był Liebehenschel, Mőckel, może dr Johann Kremer, a nawet sam Rudolf Hőss. Żaden z nich nie był sadystą. W procesach załóg obozów koncentracyjnych: Belsen, Dachau, Buchenwald, Ravensbrück, Neugamme, Mauthausen etc. wszyscy zbrodniarze wojenni w ostatnim słowie uważali się za niewinnych. Czy kłamali? – pyta Kępiński i odpowiada:

       Nie ! Oni rzeczywiście czuli się niewinni popełnionych zbrodni. Czy można czuć się winnym wymordowania milionów
       much, albo komarów?  Prawdopodobnie do ostatniej chwili przed śmiercią nie zauważyli swojego błędu myślenia, że 
       wskutek zbrodniczej, chorobliwej ideologii przestali widzieć w człowieku człowieka.

                                                                                                              Stanisław Kobiela

Przypisy :

1 Gauleiter Gdańska Albert Forster skazany na karę śmierci w 1946 r. czytał w polskim

więzieniu w Gdańsku dzieła Homera, Goethego, Schillera i celtycki poemat w wersji

książkowej Josepha Bediera „Dzieje Tristana i Izoldy” i Nowy Testament.

2 Informacje o zachowaniu się wspomnianego w przypisie 1 Forstera ujawnił niedawno

na podstawie „Wykazu kar dyscyplinarnych” Andrzej Gąsiorowski w artykule „Albert

Forster w więzieniu gdańskim w świetle dokumentów [w: Więzienie w Gdańsku w systemach

represji XX wieku nr 46 „Przeglądu Więziennictwa Polskiego”] : „rozbił…, namalował hakenkreuza na szybie, używał ohydnych słów na Polaków” za co otrzymywał

kary dyscyplinarne karceru, twardego łoża etc.)

3 zob. Waldemar Kowalski, Dwie strony krat . Z historii więzienia w Gdańsku, Gdańsk

2003 s 133 oraz akta więzienne Hansa Kocha APG sygn.akt 2376/470,

4 zob. Stanisława Rachwałowa – Spotkanie z Marią Mandel (Przegląd Lekarski 1990 s.

5 tamże

6 Kazimierz Moczarski, Rozmowy z katem, PWN Warszawa 1975 - wersja nie ocenzurowana

1992 r.

7 Andrzej Gąsiorowski – op.cit

8 Kazimierz Kąkol, Sąd nierychliwy, frankfurcki proces oprawców z Oświęcimia, Warszawa

1966, s. 135,

9 Elsa Lieschen Frida Ehrich (1914-1948) SS-Oberaufsehein obozów koncentracyjnych

KL Lublin (Majdanek), KL Kraków-Płaszów, KL Neuengamme. Po wojnie skazana

w Polsce na karę śmierci, powieszona 26.10.1948 r. w Lublinie,

10 Eberhard Fechner, Proces. Obóz na Majdanku w świetle wypowiedzi uczestników rozprawy

przed Sądem Krajowym w Dusseldorfie, Lublin 1996, Stanisław Kania, Proces

zbrodniarzy z Majdanka, Warszawa 1987,

11 Tadeusz Cyprian, Jerzy Sawicki, Siedem procesów przez Najwyższym Trybunałem

Narodowym, Poznań 1962, s. 239,

12 tamże,

13 Franciszek Piper. Ilu ludzi zginęło w KL Auschwitz, Muzeum Oświęcim-Brzezinka, 2005,

14 Antoni Kępiński, Refleksje oświęcimskie, Kraków 2005

Wykorzystano zdjęcia z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, portalu internetowego

pani Joanny Czopowicz www.ssaufseherin.blog.pl i archiwum SBiMZB

Opis fotografii nr 8.  Fotografia z przyjęcia urządzonego przez Oberaufseherin Elsę Ehrich dla koleżanek w KL Majdanek na pocz. 1944 r. Od lewej siedzą: druga Alice Orlovsky, czwarta Elsa Ehrich, piąta Helena Massar, ósma Gertrude Sauer ur. 1904 r. skazana w procesie załogi Belsen na karę 10 lat więzienia, zwolniona w grudniu 1951 r., dziesiąta Gertrud Rheinhold, ur. 1922 r. przeniesiona w październiku 1944 r. do KL Stutthof, w lutym 1945 r. do KL Belsen, skazana w 1946 r. na karę 2 lat więzienia w NRD, jedenasta Emilie Macha, ur. 1905 r/ w Zabrzu, skazana wyrokiem Sądu Okręgowego w Krakowie  z 16.11.1948 VII K 983/47 na karę 12 lat więzienia zachorowała po wyroku w więzieniu Montelupich na raka sutka lewego i zmarła 4.02.1949 r.,  trzynasta Luise Danz.


Back to top